Kopa Kondracka z Kuźnic – nasz pierwszy dwutysięcznik z czterolatkiem Czerwone Wierchy, Tatry Zachodnie

Góry są wyjątkowe… Mają to coś… Są bliżej nieba.

Mimo wielu wątpliwości zdecydowaliśmy się spróbować zdobyć nasz pierwszy dwutysięcznik. Zaczęło się całkiem niewinnie. Jak zawsze szukaliśmy jakiejś fajnej trasy na kolejną naszą wyprawę. Otworzyłam tabelkę i przejrzałam najniższe dwutysięczniki w polskich Tatrach, później sprawdziłam czy mają sztuczne ubezpieczenia (na nie nasz synuś jeszcze nie jest gotowy). Wybrałam drugi względem wysokości dwutysięcznik – naszą Kopę Kondracką. Zaproponowałam trasę mężowi, który był jak najbardziej za. Jednogłośnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy naszych możliwości. A co! Raz się żyje 😉 W końcu po ponad roku regularnego chodzenia po górach najwyższa pora obrać jakiś konkretniejszy cel. Byliśmy przygotowani jednak, że może się zdarzyć tak, że będziemy musieli się wycofać, zawrócić. Co prawda doskonale znamy możliwości naszego synka, ponieważ raz w tygodniu przemierzamy szlaki zarówno te w Beskidach jak i w Tatrach, jednak nie można wymagać od dziecka, żeby zrobiło coś na co nie jest gotowe. Wiemy też, że On nie daje za wygraną. I tym razem pokazał, że drzemie w Nim prawdziwa siła. Być może dlatego zdecydowaliśmy się zaryzykować. Własnym oczom nie wierzyliśmy jak dzielnie radzi sobie ten mały człowieczek z przeciwnościami jakie stawały Mu na drodze na szczyt Kopy. Jako rodziców rozpiera nas niesamowita duma!

Szlak, który opisuję na Kopę Kondracką (masyw Czerwone Wierchy) jest o tyle ciekawy, że nie wraca się tą samą drogą. Robi się pętlę, dzięki której masz możliwość zobaczenia Kopy praktycznie z każdej strony oraz Giewont u stóp, którego odpoczywamy przed zejściem do Polany Kondratowej 🙂

Trasa: Zakopane Kuźnice (niebieski szlak) – Polana Kalatówki (zielony szlak) – Polana Kondratowa – Hala Kondratowa- Przełęcz pod Kopą Kondracką (czerwony szlak) – Kopa Kondracka – Przełęcz Kondracka (żółty szlak) – Hala Kondratowa (niebieski szlak) -Zakopane Kuźnice

Data: 19 wrzesień 2018

Dystans: około 15 km

Czas trwania: około 6:30 h (z dzieckiem, sam przemarsz)

Minimalne wzniesienie: 1053 m

Maksymalne wzniesienie: 2047 m

Parametry z aplikacji endomondo

Tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg w okolicach Zakopanego. Dwie noce były całkiem rozsądnym rozwiązaniem. Pobudka nad ranem, podróż, potem 12 godzin na szlaku i po tym wszystkim powrót 140 kilometrów do Bielska- tym razem przy dziecku nie wchodziło to w grę. Poza tym kolejnego dnia mogliśmy zrobić krótszą, niewymagającą trasę, która mimo to oferowała nam przepiękne widoki na szczyty, które dzień wcześniej przemierzaliśmy, ale o tym w dalszej części wpisu. No i odwiedzić Krupówki, zawsze brakuje nam na to czasu podczas pobytu w Tatrach.

Wstaliśmy o 5:00, żeby na spokojnie się zebrać, napić się mocnej kawy i zjeść porządne śniadanie. Dzień przywitał nas zapierającym dech w piersiach widokiem… Widok z balkonu kwatery na wschodzące słońce był zapowiedzią naprawdę pięknego dnia.  

Z kwatery do centrum Zakopanego mieliśmy niecałe 12 kilometrów drogi. Dojechaliśmy na parking usytuowany w sąsiedztwie ronda Jana Pawła II. Oczywiście jak to w Zakopanem parking płatny 20 zł za cały dzień postoju. Była godzina 7:00 rano. Poranek był bardzo rześki. Dość zimno i wilgotno. Ruszyliśmy na przystanek, niestety widzieliśmy jak bus odjeżdża. Poza sezonem, o tak wczesnej porze nie ma ich tu tyle co w sierpniu. Na szczęście stało sporo taksówek, które również jadą do interesujących nas Kuźnic. Przejazd taksówką to koszt taki sam jak busem po 3 zł od osoby. Oczywiście można przejść ten odcinek pieszo, drogą asfaltową, nie trzeba korzystać z przewozu. Przejście tego odcinka zajmuje około 15 minut. My jednak decydujemy się zaoszczędzić siły na potem. W końcu przed nami niełatwy orzech do zgryzienia. W kilka minut docieramy na miejsce. Pod Kolejką na Kasprowy Wierch mimo wczesnej godziny ustawiła się już całkiem długa kolumna ludzi. Nas na szczęście to nie dotyczy 🙂 Kierujemy się na lewo od kolejki, wchodzimy na niebieski szlak. Idziemy szeroką, brukowaną drogą, po której przejeżdżają pojedyncze samochody terenowe (prawdopodobnie do Hotelu Górskiego PTTK na Kalatówce).Po około 0.90 km naszym oczom ukazuje się kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której kupujemy bilet do TPN, płacąc po 5 zł od osoby (syn wchodzi za darmo, opłaty pobierane są za dzieci szkolne).

Zaraz za kasą znajduje się rozwidlenie i dwie drogi, obydwie prowadzące niebieskim szlakiem, które później się łączą. Idąc w lewo wybierzesz, krótszą trasę (o 10 minut), lecz pozbawioną widoków, prowadzącą przez las u stóp Polany Kalatówka. My decydujemy się na tę drugą, dłuższą opcję. Idziemy prosto i kierujemy się na Hotel Górski PTTK na Kalatówce. Droga jest przyjemna, z każdą minutą robi się też coraz cieplej. Jako ciekawostkę dodam, że na tej drodze znajduje się klasztor Albertynek na Kalatówkach. Na 1.60 km można odbić na Ścieżkę pod Reglami oraz Dolinę Białego, do której prowadzą czarne znaki. My maszerujemy spokojnie dalej. Po niecałych 2 kilometrach od Kuźnic docieramy pod Hotel Górski i do Polany Kalatówka.

Polana Kalatówki

Polana położona na wysokości 1195 m n.p.m. w Dolinie Bystrej. Tak jak już wspominałam powyżej znajduje się na niej potężne P.T.T.K. Schronisko Kalatówki, w którym można skorzystać z restauracji, kawiarni, a nawet wypożyczyć narty. W sezonie zimowym otwarte są tu dwa wyciągi narciarskie.Za schroniskiem znajduje się polana, z której rozciąga się wspaniały widok na Kasprowy Wierch oraz kolejkę linową kursującą na szczyt. Jest tu duża, trawiasta przestrzeń. Można rozgościć się na drewnianych ławkach ze stolikami. Miejsce idealne na pierwszy przystanek. W dniu naszej wycieczki mogliśmy się wygrzać na kocyku, szczególnie, że jak ruszaliśmy na szlak troszkę zmarzliśmy. Można byłoby tu siedzieć i siedzieć. Szczególnie, że na szlaku nie ma tłumów. Jest cisza i spokój. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Kierujemy się w stronę Kasprowego Wierchu. Drogowskaz wskazuje 45 minut drogi na Halę Kondratową. Przechodzimy wzdłuż hali i wchodzimy na leśną drogę.Droga bardzo przyjemna, momentami pnąca się w górę. Na 2.60 km łączą się dwa niebieskie szlaki, nasz oraz ten odbijający w lewo przy kasach TPN.Odbijamy w lewo, idziemy dość wąską, skalną dróżką leśną. Na 3.40 km czeka nas dość strome podejście. Jak widać na zamieszczonym zdjęciu podejścia, kamienie są mocno wyślizgane przez turystów. Trzeba być ostrożnym pokonując ten odcinek. Bardzo łatwo wywinąć orła na tym śliskim podłożu.

Po 0.40 km wchodzimy na szeroką, leśną drogę. 4.50 km docieramy do Hali Kondratowej.

Polana Kondratowa, Hala Kondratowa

Położona na wysokości 1333 m n.p.m. w Dolinie Kondratowej. Znajduje się na niej najmniejsze w Tatrach Schronisko PTTK na Hali Kondratowej. Kameralny, drewniany budynek oferuje turystom zaledwie 20 miejsc noclegowych. Oczywiście można kupić tu ciepły posiłek oraz picie (w tym zimne piwko).

Nasz synuś oczywiście zarządził przerwę na odpoczynek. Odeszliśmy dosłownie kilka kroków od schroniska i już nie było tłumów. Rozłożyliśmy kocyk i zjedliśmy pyszną szarlotkę upieczoną dzień wcześniej. Uzupełniłam również elektrolity, które są dla mnie podstawą podczas górskich wypraw.

Z polany widzimy potężną górę i z podziwem patrzymy na jej stromiznę… Oczywiście ta góra jest naszym celem… Słyszymy jak przechodzący obok naszej bazy wypoczynkowej turyści mówią „WOW” patrząc na drogę, którą muszą zaraz pokonać.

Tak jak już wspominałam w obrębie Schroniska PTTK na Hali Kondratowej jest dość dużo ludzi. Na szczęście większość z nich obiera za cel Giewont leżący na wysokości 1894 m n.p.m. Można powiedzieć, że ruszają tam całe kolonie ludzi – tłumy… Na Giewont niebieski szlak odbija w prawo (będziemy wracać tym szlakiem). My obieramy szlak zielony i kierujemy się prosto na Przełęcz pod Kopą Kondracką.Drogowskaz wskazuje 1:20 h drogi. Nam przejście tego odcinka zajmuje oczywiście o wiele więcej czasu. Idziemy prostą, momentami nawet lekko schodzącą w dół drogą. Po 400 metrach droga zaczyna piąć się w górę. Z każdym krokiem coraz bardziej. Jest to typowy tatrzański szlak – podłoże jest kamienne, skalne. Momentami śliskie kamienie utrudniają wędrówkę.

Idziemy otwartą przestrzenią, na niebie pełne słońce. Jest duszno… Po drodze doskonale widać Giewont z charakterystycznym dla tego szczytu krzyżem. Mamy szczęście również zaobserwować helikopter TOPRu latający i kontrolujący sytuację na szlakach. Dla naszego dzielnego smyka, to nie lada atrakcja.

Taka bardzo stromo pnąca się w górę droga ciągnie się naprawdę długo. Jest to najcięższy kawałek a tej trasie. Są momenty, kiedy trzeba podnosić naprawdę wysoko nogi. Pokonujemy sporą ilość stromych ala ‚schodów’, aby dostać się na Przełęcz między Kopami. Przewyższenie jakie pokonujemy na tym odcinku to 530 metrów.

Ludzie zaczepiają nas, pytają ile nasz dzielny syn ma lat. Czy da radę? Są pełni podziwu, tak jak i my… Oczywiście robimy sporo przerw, gdyż podejście jest monotonne i męczące. 

Ten odcinek trasy był dla mnie wyjątkowy. Mimo, że ciężki, będę go najlepiej wspominać. Mama, po środku syn i po drugiej stronie tata. Przeszliśmy tak prawie cały odcinek – trzymając się za ręce i wspierając synka. Pieliśmy się powolutku coraz wyżej. Słońce nie odpuszczało.

Pokonaliśmy już naprawdę sporo drogi. Widać polanę przy małych schronisku na Hali Kondratowej na której robiliśmy przerwę na odpoczynek. Z każdym krokiem widoki są coraz bardziej imponujące. Wysokość na której się znajdujemy zaczyna robić wrażenie. Zresztą zobaczcie sami 😉

Doskonale widać również ostatnie podejście z Przełęczy między Kopami na Kopę Kondracką. Za niedługo to my będziemy takimi małymi ludzikami przemieszczającymi się po grani jak na zdjęciu poniżej.

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Przełęcz położona jest na wysokości 1863 m n.pm.  Usytuowana jest między Kopą Kondracką 2005 m n.p.m., a Suchym Wierchem Kondrackim 1890 m n.p.m..

Z Przełęczy możemy podziwiać szeroką panoramę na wspaniałe Tatry Wysokie  oraz na leżący nieopodal Giewont. Widoczność w dniu naszej wycieczki była fantastyczna. Widoki rozciągające się z przełęczy robiły piorunujące wrażenie. Szczyt jest obszerny, przez co idealnie czuć tą potężną przestrzeń, która się tu rozciąga. Mamy również idealny obraz trasy ‚z góry’, którą dotychczas pokonaliśmy (praktycznie do samego Schroniska PTTK na Polanie Kondraowej) . 

Syn potrzebował odpoczynku. Mimo szalejącego tu wiatru rozkładamy koce i ładujemy baterie przed ostatnim podejściem na Kopę Kondracką. Do pokonania mamy schodki kamienne. 

Wchodząc po schodkach cały czas towarzyszą nam niesamowite krajobrazy. Tak jak już pisałam nie wiadomo gdzie głowę obrócić. Z każdej strony jest imponująco pięknie…

ZYGZAK widoczny na zdjęciu to trasa jaką pokonuje się, aby wdrapać się na szczyt 🙂 Myślę, że każdy kto nigdy nie był tak wysoko poczuje patrząc w dół ogromną satysfakcję.

Jesteśmy coraz bliżej szczytu. Niby tak blisko, ale tak daleko… 😉 Oczywiście już nie bierzemy pod uwagę, że nie dojedziemy na Kopę Kondracką. Poddanie się w tym miejscu nie wchodziło w grę. Idziemy powolutku, ale do przodu.

Kilka kroków dzieli nas od szczytu – już prawie szczytujemy 🙂

Kopa Kondracka

Udało się! Szczyt położony na wysokości 2005 m n.p.m. Pierwszy z czterech szczytów masywu Czerwonych Wierchów zdobyty! A nasz syn, w naszych (i nie tylko naszych) oczach zasługuje na miano superbohatera!

Tu o odpoczynku nie było mowy. Zachwyt nad rozciągającymi się tu krajobrazami nie pozwolił usiąść ani na sekundę. Syn szczęśliwy gonił po Kopie (nie wiem skąd dzieci mają tyle energii), jeździł samochodzikiem, bawił się znalezionymi, urwanymi linami, które swego czasu służyły do wzmocnienia skał na szlaku. Zabrał je mimo, że były całe z błota do domu, i kamień z dwutysięcznika też dźwigaliśmy. Po powrocie do domu schował je do swoich skarbów zebranych w górach. 

Ja oczywiście robiłam zdjęcia, rozmawialiśmy też jakiś czas z turystami na szczycie. Jest przed 15:00. Czas ruszać dalej, koniec września oznacza, że dość szybko zrobi się ciemno. A zejście nie będzie należało do łatwych. Nie wyobrażamy sobie schodzenia po tak stromym i skalnym szlaku po ciemku. Plan był taki: powrót tą samą drogą. Jednak po rozmowie z kilkoma osobami na szczycie stwierdziliśmy, że zejdziemy innym szlakiem. Wyglądał na łagodniejszy, choć do pokonania był taki sam dystans. Skusiła nas również wizja całkiem innych widoków, które jak najbardziej chcieliśmy jeszcze chłonąć. 

Kierujemy się w dół. Jest bardzo spadziście. Trzeba patrzeć gdzie stawia się nogi, bardzo łatwo podjechać na śliskich kamieniach. Tu przydatne okazują się kijki. Po drodze możemy podziwiać znajdującą się na dole Wielką Polanę Małołącką.

Wąska droga wśród kosodrzewiny prowadzi nas pod sam Giewont. 

Kondratowa Przełęcz

8:80 km dochodzimy do Kondratowej Przełęczy. Szczyt Giewontu jest stąd na wyciągnięcie ręki. Odpoczywa tu na skałach dość dużo ludzi, ale nie brakuje miejsca, aby spokojnie usiąść i złapać oddech. Według drogowskazu do Giewontu dzieli nas zaledwie 40 minut drogi. Gdyby nasza trójka miała więcej sił… więcej czasu, chętnie weszlibyśmy na jego szczyt. Oj kusił, bardzo kusił… Niestety skończyło się tylko na wzdychaniu, po krótkim odpoczynku, złapaniu ostatnich tego dnia promieni słońca ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak na poprzednich odcinkach szlaku i tu można nacieszyć oczy przepiękną panoramą. 

Przed nami bardzo strome i dość długie zejście po śliskim i kamienistym podłożu. Schodzimy po czymś co przypomina schody.

Po drodze mijamy kilka spływających po skałach potoków. Nasz synuś przy każdym robi przerwę, aby porzucać kamieniami. Po drodze mija nas kilku turystów. Na szlaku coraz mniej osób. Po pokonaniu monotonnego, stromego zejścia idziemy kawałek lasem. W pewnym momencie słyszymy dochodzący z dość bliska ryk niedźwiedzia. W tym rejonie jest ich podobno sporo. Szczerze mówiąc pierwszy raz słyszeliśmy ryk niedźwiedzia na szlaku. Reszta drogi przebiegała z dużą dawką adrenaliny… 10.70 km dochodzimy do Schroniska PTTK na Polanie Kondratowej. Jest tu sporo ludzi. Odpoczywamy nieopodal schroniska na ławce. Po chwili ruszamy dalej. Tym razem decydujemy się na skrócenie drogi o 10 minut wybierając drogę omijającą Schronisko PTTK na Polanie Kalatówka. Zmęczenie daje się powoli we znaki. Idziemy drogą leśną widząc z dołu Hotel Górski oraz Polanę Kalatówka. 

Przechodzimy całą długość polany i ponownie kierujemy się leśną drogą. Jesteśmy sami na szlaku. Tak maszerując, wychodzimy w końcu przy kasach Tatrzańskiego Parku Narodowego w miejscu rozwidlenia dwóch szlaków niebieskich. Spotykamy małżeństwo, które widziało naszą trójkę rano. Nie dowierzali, że Młody dał radę. Pani rozmawiając z kimś przez telefon, pełna zachwytu pokazywała naszego synka na video rozmowie i mówiła: „widzisz tego chłopczyka? patrz taki mały chłopczyk, a sam przeszedł całą drogę”. Brukowaną drogą dochodzimy do Kuźnic. Czeka tu na nas jeden z turystów z żoną, z którym mijaliliśmy się i rozmawialiśmy kilka razy na szlaku. Wita nas z uśmiechem i mówi, że chciał zobaczyć kiedy dotrzemy na miejsce 🙂 Wsiadamy do taksówki i po chwili docieramy do samochodu. Cała wycieczka zajęła nam ponad 12 godzin. Pakujemy się, jedziemy zjeść coś ciepłego w jednej z restauracji i późnym wieczorem wracamy do kwatery. Zmęczeni, ale szczęśliwi planujemy naszą jutrzejszą wycieczkę na Wielką Polanę Małołącka, ale o tym w kolejnym wpisie 😉

Choć może na koniec pokażę jak wygląda z dołu część pasma po którym maszerowaliśmy. Po prawej stronie widoczny jest szczyt Giewontu. Zdjęcie zrobione na Wielkiej Polanie Małołącka. Opis trasy: TUTAJ.

Dla kogo jest szlak, jak się przygotować

Szlak polecam wszystkim, którzy chcą zdobyć swój pierwszy dwutysięcznik. Osoby, które chodzą po Tatrach mogą sobie odpuścić tą część wpisu 🙂 Trasa z Kuźnic jest bezpieczna, nie ma sztucznych ubezpieczeń. Oczywiście nie polecam osobom, które nie chodzą po górach. Trasa na pewno nie nadaje się dla osób nieprzygotowanych kondycyjnie. Mimo że szlak (w porównaniu do innych dwutysięczników) nie należy do trudnych, to tatrzańskie szlaki wymagają nieco innego przygotowania. Warto zacząć na początek od niższych szczytów, aby sprawdzić swoje możliwości. Moja propozycja: Gęsia Szyja, Czarny Staw Gąsienicowy, czy też Rohackie Stawy w Tatrach słowackich. Są to szlaki na których można zobaczyć jak wygląda wędrówka po dość specyficznych, tatrzańskich szlakach. Trzeba również pamiętać, że czas ich przejścia ze względu na kamieniste / skalne podłoże jest o wiele dłuższy niż np. w Beskidach. Na szlak trzeba ruszyć z samego rana (szczególnie w okresie jesiennym). Warto wspomnieć również, że zimą w masywie Czerwonych Wierchów występuje zagrożenie lawinowe. Jeżeli jesteś z okolic Beskidów tak jak my, to możesz sprawdzić swoje możliwości:

  • na szlaku na Pilsko startując z Korbielowa (zajazd Smrek), na tej trasie pokonujesz ponad 960 metrów przewyższenia
  • lub/i na trasie na Babią Górę.

W kwestii dziecka napiszę tak: nasz syn był jedynym, tak małym dzieckiem idącym samodzielnie na szlaku. Pan, który nas mijał, pytał o wiek naszego synka. Powiedział, że jego syn jest o pół roku starszy i zastanawiał się czy Go nie zabrać. Zapytałam pana, czy jego syn chodzi po górach. On na to: w górach był raz. Pomyślałam, Bogu dziękować, że  nie wziął dziecka na szlak. Tak samo jak osoba dorosła, a nawet szczególnie dziecko musi być przygotowane do wędrówki górskiej. Widzę po naszym synku jak z każdym naszym wyjściem jest silniejszy. Możemy sobie pozwalać na coraz to więcej, ale to jest ciągły trening, przyzwyczajenie maluszka do wysiłku. Raz w tygodniu przemierzamy górskie szlaki. Małymi kroczkami do przodu, nie ma się co rzucać od razu na głęboką wodę. Pamiętajcie o tym planując swoje wędrówki, nie przeceniajcie swoich możliwości. Nawet jeśli zdobędzie się szczyt trzeba z niego jeszcze zejść – o czym gro osób zapomina, a zapewniam Was zejście nie jest łatwiejsze od wyjścia na szczyt. Osobiście wolę się piąć w górę, niż schodzić w dół, szczególnie na tatrzańskich szlakach. Wybierając się na Kopę warto również pamiętać o dodatkowym ubraniu. W dniu naszej wycieczki różnica temperatur była równa 15 stopni, do tego wiał dość silny wiatr. Jeden plecak to ubrania. W górach pogoda potrafi zmienić się diametralnie w bardzo szybkim czasie.

Podsumowanie

Tatry Zachodnie są przepiękne… wyjątkowe… Zarówno te polskie, jak i te u naszych słowackich sąsiadów. Moim marzeniem jest przejść wszystkie cztery szczyty Czerwonych Wierchów. Mało jest miejsc w górach do których nie chcę wracać, ale póki co wyprawa na Kopę Kondracką była tą numer jeden. Jestem w stanie powiedzieć, że przepadłam – zakochałam się bez pamięci 🙂 Ogólnie zdobycie swojego pierwszego dwutysięcznika jest ogromnym przeżyciem. Na wiosnę planujemy kolejną wyprawę na dwutysięcznik, jeszcze nie wiemy na który szczyt padnie wybór, ale już nie mogę się doczekać…

Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons