Nasza wyprawa na Pilsko była planowana od dłuższego czasu. Początek kwietnia wydawał się idealnym momentem, by zdobyć ten szczyt, wystarczyło tylko zaczekać na odpowiednią pogodę, aby móc rzucić wszystko i ruszyć w góry. Na Pilsko wybraliśmy się w środku tygodnia, co okazało się strzałem w dziesiątkę: pusty parking, niewielu turystów na szlaku, a sezon narciarski był już zakończony, więc wyciągi nie działały. Na stokach nie było żadnych narciarzy, choć powyżej Hali Miziowej wciąż zalegało naprawdę sporo śniegu. Przed nami była solidna różnica wzniesień – aż 960 metrów, które trzeba było pokonać.

Trasa: Korbielów (szlak żółty) – Hala Miziowa (szlak czarny) – Góry Pięciu Kopców – Pilsko (szlak czarny) – Hala Miziowa (szlak żółty / szlak zielony) – Korbielów
Czas przejścia: około 6,50 h (z dzieckiem i wózkiem)
Minimalne wzniesienie: 597 m*
Maksymalne wzniesienie: 1557 m*
*w obie strony
Parametry z aplikacji endomondo
Mapka oraz wykres z różnicą wniesień
Parking pod zajazdem Smrek
Dojazd do Korbielowa z Bielska-Białej zajął nam około 40 minut. Samochód zaparkowaliśmy pod zajazdem Smrek, gdzie do dyspozycji jest duży, płatny parking. Znajdują się tu również liczne tablice informacyjne z trasami rowerowymi oraz plac zabaw, który od razu zainteresował naszego synka. Spędziliśmy na nim kilka dobrych minut, zanim ruszyliśmy w dalszą drogę.


Szczerze mówiąc, od początku miałam wątpliwości, czy uda nam się zdobyć szczyt z naszym niespełna czteroletnim synkiem – zwłaszcza że wiele osób powtarzało, iż nie mamy szans i że to zdecydowanie nie jest trasa na wózek. Od startu kierujemy się żółtym szlakiem, który prowadzi bardzo przyjemną, asfaltową drogą. To jednak tylko cisza przed burzą… taka mała rozgrzewka przed tym, co czeka nas dalej.
Po 1,2 km docieramy do końca asfaltu, skręcamy w lewo i przed nami przejście przez wąski, drewniany mostek. Przeprowadzenie wózka nie należało tu do najłatwiejszych.
Gdy tylko zobaczyłam szlak po przejściu mostku, moje obawy jeszcze się nasiliły. Od tego momentu wszystko zależało od naszego syna. Na szczęście lubi wyzwania – na nudnych, prostych odcinkach często marudzi, a tu zdecydowanie nie było miejsca na nudę. Ten fragment trasy prowadzi przez las, pełen kamieni, korzeni i ostrych podejść. Droga przez cały czas pnie się w górę i miejscami jest naprawdę stromo. Długość tego odcinka wynosi około 1,7 km.
Miejscami wciąż zalegał lód. Połączenie kamieni, stromych podejść i śliskiej nawierzchni wymagało sporej ostrożności. Momentami korzystaliśmy z nakładek antypoślizgowych na buty, które zdecydowanie warto mieć zawsze przy sobie – jak widać, przydają się nawet wiosną i to wcale nie tak daleko od nizin, jak mogłoby się wydawać.
Następnie wchodzimy na szeroką, leśną drogę, która przez cały czas pnie się w górę. Po przejściu około 0,8 km docieramy na Czarny Groń (1128 m n.p.m.), gdzie żółty szlak łączy się z zielonym.
Idziemy dalej w górę szeroką drogą, wciąż podążając żółtym szlakiem. Po około 200 metrach trasa skręca w lewo i prowadzi leśną ścieżką.
Po chwili wychodzimy na pierwszą, niewielką polankę, będącą zapowiedzią Hali Miziowej. Jeszcze dosłownie kilka minut marszu i docieramy do celu.
Hala Miziowa – Schronisko PTTK na Hali Miziowej
Kierujemy się przez Halę w stronę Schroniska PTTK na Hali Miziowej. Od Czarnego Gronia do pokonania mamy 1,1 km. Droga miejscami jest stroma. W tym miejscu syn uciął sobie drzemkę, a my bez zatrzymywania się ruszamy dalej.
Schronisko PTTK na Hali Miziowej położone jest na wysokości 1330 m n.p.m. Jak się okazuje, jest to najwyżej położone schronisko w Beskidach, a zarazem w całej Polsce. Z tego miejsca rozciągają się bardzo ładne widoki – doskonale widać królową Beskidów, Babią Górę. W okolicy znajdują się liczne wyciągi narciarskie, dlatego w sezonie zimowym roi się tu od narciarzy. To idealne miejsce dla miłośników sportów zimowych. Schronisko oferuje gościom domową kuchnię, w której można posilić się ciepłym, sycącym obiadem.
Postanowiliśmy odpocząć po dość męczącym dystansie, który pokonaliśmy. Czas było coś przekąsić. Towarzystwa dotrzymywał nam miejscowy, bardzo łagodny piesek, najwyraźniej liczący na małą przekąskę.


Po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Przed nami naprawdę wymagający odcinek. Na szlaku pojawia się coraz więcej śniegu, a lekki wiatr zmusza nas do wyciągnięcia z torby cieplejszych ubrań. W górach pogoda zmienia się bardzo szybko, szczególnie na większych wysokościach. Z Hali Miziowej kierujemy się czarnym szlakiem, który prowadzi stokiem narciarskim wśród licznych wyciągów. W sezonie trzeba tu bardzo uważać na narciarzy, jednak w dniu naszej wycieczki stok był całkowicie pusty.
Docieramy do granicy Hali Miziowej, na wysokości 1391 m n.p.m., gdzie czarny szlak łączy się z niebieskim. Przez kolejne 700 metrów od schroniska pokonujemy dwa bardzo strome wzniesienia.
Warto na chwilę się zatrzymać – widoki na tym odcinku są naprawdę magiczne. Można stać i podziwiać je bez końca. Lina przywiązana do naszego Qeridoo, jak zawsze, sprawdziła się doskonale na większych wzniesieniach. Cały czas pniemy się ku górze.

Z tego miejsca rozciąga się piękna panorama, a jednocześnie widać dalszą część drogi – strome podejście na Halę Słowikową, położoną na wysokości 1483 m n.p.m. Niestety zdjęcie nie oddaje w pełni stromizny wzniesienia. Odcinek ten ma zaledwie 400 metrów, ale jest wyjątkowo wymagający. Po jego pokonaniu ma się wrażenie, że zdobyło się już szczyt Pilska – jednak to jeszcze nie koniec. Na tym fragmencie spotkaliśmy grupkę przesympatycznych, młodych ludzi uprawiających ski-tour, którzy z zachwytem patrzyli na naszą trójkę przedzierającą się przez śnieg z wózkiem.
Góra Pięciu Kopców – Pilsko 1535 m n.p.m.
Docieramy do Góry Pięciu Kopców – Pilska, ale to jeszcze nie koniec naszej drogi. Do słowackiego szczytu, położonego na wysokości 1557 m n.p.m., dzieli nas według drogowskazów około 10 minut marszu. Na szczęście zapytałam dwóch odpoczywających w tym miejscu panów, czy już jesteśmy u celu. Jeden z nich zrobił nam nawet zdjęcie – wzbudzaliśmy spore zainteresowanie na szlaku, bo wózek na Pilsku to chyba rzadki widok. Teraz czeka nas jeszcze łagodny, w porównaniu do poprzedniego odcinka, odcinek 300 metrów do Góry Pięciu Kopców (1533 m n.p.m.).
Końcówka podejścia na szczyt prowadzi bardzo przyjemną, prostą i szeroką drogą (przynajmniej zimą, gdy warstwa śniegu sięga tu ponad metra). W końcu naszym oczom ukazuje się szczyt Pilska z charakterystycznym krzyżem i ołtarzem polowym. Do właściwego wierzchołka dzieli nas już tylko niewielki odcinek – spacerkiem około 400 metrów.
Pilsko
Pilsko wysokość
Pilsko wznosi się na wysokość 1557 m n.p.m.
Nasza radość z dotarcia na szczyt jest nie do opisania. Ostatnie podejście wymagało naprawdę ogromnego wysiłku, a emocje sięgają zenitu,. Jednak każdy krok był tego wart. Widoki ze szczytu zapierają dech w piersiach: rozciąga się stąd piękna panorama Beskidów Zachodnich, Tatr, słowackich gór, Orawy oraz wschodnich szczytów Sudetów.





Nacieszyliśmy oczy widokami i uwieczniłam je na zdjęciach. Niestety wiatr dawał się we znaki, więc postanowiliśmy ruszać w drogę powrotną, zwłaszcza że przed nami czekało jeszcze wymagające zejście. Wracamy tą samą trasą, aż do Czarnego Gronia.
Zejście ze szczytu Pilska nie należało do łatwych. Było ślisko… bardzo ślisko.
Mijamy schronisko, zostawiamy Halę Miziową za sobą i docieramy do Czarnego Gronia. Stąd schodzimy w dół szlakiem zielonym, w towarzystwie licznych wyciągów narciarskich – zarówno orczykowych, jak i krzesełkowych. Z tego miejsca doskonale widać także Babią Górę.
W końcu dochodzimy do drogi asfaltowej. Wędrówkę kontynuujemy wzdłuż głównej drogi aż do Zajazdu Smrek (niecałe 5 km od Czarnego Gronia). Spakowaliśmy się do samochodu, przed nami jeszcze około 40 minut drogi do domu.
W drodze powrotnej, wjeżdżając do Żywca, załapaliśmy się na piękny zachód słońca nad górą Skrzyczne.

Końcem sierpnia wybraliśmy się na Pilsko całkiem innym szlakiem. Szlak jest mniej oblegany, jest łatwiejszy oraz krótszy. Zapraszam do lektury: Pilsko z Przełęczy Glinne.
A na koniec… bardzo miła wiadomość 🙂
Firma QERIDOO POLSKA (producent przyczepek) udostępniła na swoim profilu społecznościowym link do mojego bloga, opisującego naszą wyprawę na Pilsko.
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic





























