Prawdę mówiąc, była to zupełnie nieplanowana wizyta w Pieninach Spiskich. Niespełna godzinę wcześniej zeszliśmy z gorczańskiego szlaku po wizycie w Kolibie na Łapsowej Polanie. Byliśmy dobrze z czasem i stwierdziliśmy, że skoro przejechaliśmy tyle kilometrów z Bielska-Białej do Gorców, szkoda byłoby wracać do domu tak wcześnie. W ten sposób spontanicznie podjęliśmy decyzję o zdobyciu Żaru w Pieninach Spiskich. Wybraliśmy czerwony szlak, który prowadzi z malowniczej wsi u podnóża naszego celu – Żaru, noszącej nazwę Dursztyn. Co zyskaliśmy? Spokój na szlaku, wspaniałe, choć lekko zachmurzone widoki na Tatry i Gorce, oraz zabawne wspomnienia 😅. Szlak ten, a właściwie jego większa część, była nam dobrze znana, ponieważ trzy lata temu podjęliśmy nieudaną próbę zdobycia Żaru tym samym szlakiem z synkiem i jego wózkiem. Niestety, podejście na czerwonym szlaku okazało się zbyt wymagające. Była to jedyna trasa, na której musieliśmy się wycofać, wędrując po górach z dzieckiem i jego karocą.
Trasa: Dursztyn (szlak czerwony) – Dziura Mutiego – Żar – powrót tą samą trasą
Dystans: około 7 km*
Czas przejścia: około 2 h*
Minimalne wzniesienie: 660 m
Maksymalne wzniesienie: 883 m
*w obie strony
Dursztyn parking
Samochód zostawiamy w Dursztynie po prawej stronie ulicy, tuż przed tablicą MAŁOPOLSKA NA WYPASIE, na małym, bezpłatnym parkingu. Poniżej podaję dokładne parametry miejsca parkingowego

„Wyciągamy z bagażnika rowerek synka, zakładamy plecaki i ruszamy czerwonym szlakiem wzdłuż asfaltowej drogi, prowadzącej między malowniczymi polami, na których pasą się szczęśliwe krówki.
Po około 700 metrach asfalt się kończy, a droga zaczyna opadać w dół.
Po kolejnych 300 metrach (1 km) czerwone znaki naturalnie skręcają w lewo, a asfaltowa droga się kończy.
Docieramy do tabliczki z napisem Bacówka, którą odwiedziliśmy w drodze powrotnej, schodząc z Żaru. Aby do niej dojść, należy podejść około 100 metrów.
Oczywiście nasza wizyta w Bacówce również była zupełnie nieplanowana 😅. Wszystko przez tę małą łobuziarę, która odłączyła się od stada i, przestraszona, błąkała się dość wysoko w lesie. Sumienie nie pozwoliło nam zostawić jej samej „w dziczy”. Poszliśmy więc zgłosić Bacy, że zagubiona owieczka przechadza się samotnie po czerwonym szlaku. Przy okazji wypytałam Bacy o wilki i inne zagrożenia czyhające na zbłąkane owieczki w tych rejonach.
Nie wyszliśmy też z Bacówki z pustymi rękami – zakupiliśmy świeżutki, pyszny ser owczy. Zdecydowanie polecamy!
Przy znaku prowadzącym na Bacówkę nasz czerwony szlak naturalnie skręca w lewo. Na drodze zalega sporo błota, bo przez ostatnie dni intensywnie padał deszcz. Najwięcej frajdy ma nasz syn – przejeżdżanie z dużą prędkością przez kałuże na szlaku okazuje się dla niego niesamowitą atrakcją.
Po chwili droga zawija w prawo. Aplikacja pokazuje, że od parkingu przeszliśmy 1,40 km, a ścieżka zaczyna piąć się w górę. Po około 200 metrach nachylenie na moment łagodnieje.
Na polanie, tuż przy czerwonym szlaku, pasą się owieczki.
Mamy za sobą 1,90 km od parkingu, a podejście staje się coraz bardziej strome. Momentami na krótko łagodnieje.
Po 2,30 km dostrzegamy na drzewie oznaczenie, że czerwony szlak skręca w lewo. Wchodzimy na leśną drogę, która od tego momentu prowadzi w górę, stając się z każdym krokiem coraz bardziej stroma.
Po 300 metrach (2,60 km) podejście staje się coraz bardziej wymagające – to najtrudniejszy odcinek na tym szlaku. Na zdjęciach trudno oddać, jak stromo jest naprawdę. Jak wspominałam, w dniu naszej wycieczki było ślisko, co utrudniało „wspinaczkę”. Na szczęście widoki wyłaniające się zza drzew poprawiały nam humor 😎, szczególnie panorama Tatr… Szkoda tylko, że widoczność była mocno ograniczona.
Mamy na licznikach 2,7 km – trudne podejście odchodzi w niepamięć. Skręcamy w prawo i kierujemy się wąską, łagodną ścieżką. Po lewej w oczy rzuca się Jezioro Czorsztyńskie, natomiast po prawej stronie widać tatrzańskie szczyty.
Dziura Mutiego
3 km – po lewej stronie dostrzegamy tabliczkę z napisem DZIURA MUTIEGO – UWAGA WLOT! Trzeba zachować ostrożność, ponieważ prowadzi tu wlot do wspomnianej groty. O tym miejscu krążą legendy – ponoć sam Janosik miał tu ukryć swoje skarby. Tuż obok znajduje się ciekawy punkt widokowy.
Dalej podążamy wąską, leśną ścieżką, która po 350 metrach prowadzi nas na najwyższy szczyt Pienin Spiskich – Żar.
Żar w Pieninach Spiskich – wieża widokowa
3,3 km – Żar położony jest na wysokości 883 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem Pienin Spiskich.
Choć sam szczyt jest zalesiony, dzięki drewnianej wieży widokowej można zobaczyć kawał świata – mimo że wieża nie należy do najwyższych. Rozciąga się stąd doskonały widok na Jezioro Czorsztyńskie, sąsiadujące z Pieninami Gorce, oraz na małopolskie wsie: Frydman i Dębno. Tuż obok konstrukcji można odpocząć na drewnianej ławce. Zarówno podczas poprzedniej, jak i tej wizyty na Górze Żar panowała tu totalna cisza i spokój. Odnoszę wrażenie, że szczyt nie należy do popularnych, a szkoda…
W dniu naszej wycieczki przez szczyt przewinęło się kilku turystów. Po rozmowie z jednym z nich okazało się, że byli to żołnierze z 16 Batalionu Powietrznodesantowego z Krakowa, którzy „lecą” kilka dni po górach – od Bieszczad aż po Tatry (ich celem były Rysy) – aby zebrać pieniądze na leczenie chorej, dwunastoletniej dziewczynki, Gabrysi. Cel jest naprawdę szczytny –-byliśmy pełni podziwu dla tych żołnierzy ❤. Więcej informacji o akcji znajdziesz na Facebooku: Lecimy dla Gabrysi
Ciekawostka
Jako ciekawostkę dodam, że podczas naszej pierwszej wizyty na Górze Żar nie było tabliczki oznaczającej szczyt i jego wysokość. Była natomiast kartka w dość opłakanym stanie, włożona w przezroczystą folię. Prawdę mówiąc, bardzo ucieszył mnie widok pięknej, żółtej tabliczki 😍 Mała rzecz, a cieszy…
Żar w Pieninach Spiskich zdjęcia
Na Żarze spędziliśmy naprawdę miło czas, rozkoszując się wspaniałymi widokami. Niestety, z każdą minutą robiło się coraz chłodniej, więc zdecydowaliśmy się wracać. Zejście czerwonym szlakiem nie należy do łatwych – trzeba się nieźle nagimnastykować i uważać, aby nie poślizgnąć się lub nie przewrócić. Warto zaopatrzyć się w kijki. Podsumowując: Pieniny Spiskie są magiczne… Zawsze wracam w te strony z wielką radością.
Wracając do domu mogliśmy nacieszyć oczy niesamowitym, jesiennym zachodem słońca. Niestety, zatrzymanie się na drodze szybkiego ruchu, aby zrobić kilka zdjęć, nie wchodziło w grę. Udało mi się jedynie uchwycić płonące niebo przez szybę samochodu. Choć zdjęcie nie oddaje w pełni piękna tego wieczoru, wspomnienia pozostaną i to jest najważniejsze 😍.
Inne szlaki w Pieninach Spiskich:
Będąc w okolicy Pienin Spiskich i Dursztyna, warto odwiedzić również:
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic
Zdobywamy szczyty dla Hospicjum 2020















































