Zimowy Nosal z Jaszczurówki, Polana Kopieniec pod Wielki Kopieniec, Tatry Zachodnie

Tradycyjnie pierwszy dzień roku spędziliśmy na szlaku. Jako cel naszej podróży wybraliśmy Zakopane. Tęsknota za tatrzańskimi szlakami w ostatnim czasie dawała mi się bardzo, ale to bardzo we znaki. Już kilka dni przed wyjazdem śledziłam prognozy pogody, które nie były obiecujące. A w Tatrach obowiązywała lawinowa „dwójka”.  Szczerze mówiąc nie liczyliśmy na żadne widoki. Mimo to zdecydowaliśmy się na wyjazd. W końcu najważniejsze, że spędziliśmy ten dzień razem, a cała reszta to kwestia szczęścia. I nam to szczęście dopisało 😉 Po zaledwie 3 godzinach snu, świętowaniu Sylwestra wyruszyliśmy w trasę. Na drogach nie spotkaliśmy żadnych utrudnień.

Trasa: Jaszczurówka, Dolina Olczyska (szlak zielony) – Polana Olczyska  (szlak żółty) – Nosalowa Przełęcz- Nosal – Nosalowa Przełęcz (szlak zielony) – Polana Olczyska -Polana Kopieniec – powrót tą samą trasą do Jaszczurówki

Data: 1 styczeń 2019

Dystans: 13.30 km

Czas trwania: ponad 4:40 (sam przemarsz, z dzieckiem)

Minimalne wzniesienie: 930 m

Maksymalne wzniesienie: 1291 m

Parametry z aplikacji endomondo

Na wstępie warto wspomnieć, że większość osób obiera trasę na Nosal prowadzącą z Kuźnic. Szlak, który opiszę nie jest aż tak zatłoczony. Jest jednak troszkę dłuższy i nieco bardziej stromy. Myślę, że jest to idealna alternatywa dla osób lubiących ‚nieco mniej’ zatłoczone szlaki, o które w Tatrach nie jest łatwo.

Parking Jaszczurówka, Dolina Olczyska

Przed godziną 9:00 dotarliśmy na miejsce. Dojeżdżamy do dzielnicy Zakopanego zwanej Jaszczurówka – 886 m n.p.m. Położona jest ona około 4 km od samego centrum miasta. Jadąc dalej tą drogą dojechalibyśmy do Łysej Polany, Morskiego Oka. Nas jednak interesuje Dolina Olczyska i szlak zielony, którym początkowo będziemy maszerować. Mimo nowego roku nie brakuje tu miejsc parkingowych. Samochód zostawiamy po prawej stronie jezdni, praktycznie przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Oczywiście kasa TPN jest nieczynna, opłaty za wejście na teren parku nie są pobierane, również parkingi są darmowe. Zakładamy stuptuty, plecaki, pakujemy raki. Nie zapominamy również o sankach, które dostarczyły nam dużo frajdy na szlaku 😉 Znaleźli się nawet chętni, którzy chcieli je od nas odkupić. Myślę, że mogliśmy zrobić interes życia. Niestety przerażenie w oczach naszego synka powstrzymało nas od dalszych negocjacji 🙂

Dolina Olczyska

Dobrze, pora zacząć opisywać szlak. Ruszamy z parkingu, po paru metrach skręcamy w prawo, mijamy szlaban oraz nieczynną kasę TPN.Ja już na samym początku jestem oczarowana Doliną Olczyską. Zimowa sceneria, drewniane mostki, które pokonujemy co kawałeczek, skały – wszystko prezentuje się doskonale. Prószy leciutko śnieg, który  zanika z każdym krokiem. Drogę urozmaica nam szum potoku noszącego nazwę Olczyski Potok. Mimo, że temperatura jest na minusie idąc nie odczuwamy zimna. Mamy za sobą 1.86 km. Nasz zielony szlak skręca w lewo.

Polana Olczyska

Mamy za sobą 2.65 km, dochodzimy do drogowskazu informującego nas, że jesteśmy na Polanie Olczyskiej. Zastanawiamy się jeszcze, w którym kierunku udać się pierwsze. Czy wybrać Nosal (szlak żółty), czy iść szlakiem zielonym na Wielki Kopieniec. Decydujemy się wędrować szlakiem żółtym na Nosal, a później jeśli czas pozwoli udać się zielonymi znakami w kierunku Polany Kopieniec.Polana położona jest 1037 m n.p.m. Czytając o Polanie Olczyskiej często podkreślane jest, że jest ona pozbawiona widoków. Faktycznie tatrzańskich, skalnych szczytów z niej nie popodziwiamy, ale mimo wszystko jestem skłonna napisać, że zimą polana robi wrażenie. Ma klimat… Bardzo chętnie ją jeszcze kiedyś odwiedzę. Widoczny na zdjęciach szałas pasterski jest obiektem zabytkowym.Robimy przerwę na porobienie kilku zdjęć oraz oczywiście na wygłupy 😉 Zabawa w śniegu: rzucanie śnieżkami, skakanie przez zaspy… Zima na szlaku jest taka fantastyczna, jak dla mnie mogłaby trwać i trwać.Kierujemy się w stronę zabytkowego szałasu, obok którego przy sprzyjających warunkach pogodowych odpocząć przy stoliku z ławkami. Nie bez powodu polana ta jest nazywana polaną wypoczynkową. Oczywiście zaglądamy do środka zabytkowego szałasu. Mijamy go i idziemy stromo w górę, wzdłuż polany.  Nasz synuś pokonał to wzniesienie dwa razy 🙂 Wpadł na pomysł, żeby spuścić na dół sanki, po które musiał potem maszerować. Dochodzimy do drewnianych schodków, które ledwo są widoczne spod śniegu. Jest to dość stromy i śliski odcinek. To w tym miejscu decydujemy się na założenie raków.Rzucamy ostatni raz okiem na polanę, którą możemy podziwiać teraz z góry. Niebo w tą krótką chwilę nabrało nabrało kolorów.Dalej maszerujemy przyjemną, dość wąską dróżką (przez zalegający śnieg), na której ciężko jest wyminąć się z innymi turystami. Jest to odcinek, na którym znowu nieźle się uśmialiśmy. Wszystko za sprawą sanek i szaleńczego biegu mojego męża.Mijamy ostatni już w drodze na Nosal mostek i po niespełna 30 minutach dochodzimy do Nosalowej Przełęczy.

Nosalowa Przełęcz

4.20 km Znajduje się 1103 m n.p.m. Jest to miejsce łączenia się szlaków. Nadal kierujemy się żółtymi znakami. Przed nami kolejne (ledwo widoczne) schodki. Idziemy dość stromo w górę.Naszym oczom ukazują się pierwsze krajobrazy górskie, niestety pogoda nieco się pogorszyła odkąd ruszyliśmy z parkingu. Dochodzimy do podejścia, które jak się okazało nie było ostatnim na naszej drodze na Nosal.

Dzielą nas jeszcze dwa podejścia od szczytu Nosala, to na nich należy zachować ostrożność, szczególnie zimą. Czeka nas wspinanie się po oblodzonych, ośnieżonych skałach. Po raz kolejny pomocne okazały się raki. Mijający nas turyści mieli spore problem z tym odcinkiem trasy, ślizgali się. W drodze powrotnej mijaliśmy około dziesięcioosobową grupę seniorów, którzy kurczowo trzymali się drewnianej barierki i szli powolutku w gęsiego. Piszę o tym, aby uświadomić Was, że nawet na takich trasach warto być przygotowanym w góry, wystarczy mieć w placku choćby nakładki antypoślizgowe na buty (koszt około 20 zł w sklepie JULA), niekoniecznie musisz zaopatrzyć się od razu raki.  Takie nakładki w wielu sytuacjach zapewniają bezpieczeństwo oraz podnoszą komfort wędrówki, która w warunkach zimowych jest zdecydowanie trudniejsza niż latem.

Nosal

4.80 km Szczytujemy! Docieramy na Nosal leżący 1206 m n.p.m., póki co na szczycie jesteśmy całkiem sami. Widoczność nie jest idealna, ale możemy podziwiać pobliskie góry. Oczywiście pierwsze co zauważamy to Giewont z charakterystycznym krzyżem. Z sentymentem patrzymy na wynurzającą się zza mgły Czerwone Wierchy i naszą ukochaną Kopę Kondracką, nasz pierwszy zdobyty dwutysięcznik. Widoczna jest również Dolina Bystrej oraz góry opadające do Doliny Gąsienicowej. Doskonale widać Kuźnice, które leżą u stóp Nosala. Na samym szczycie trzeba być ostrożnym. Mimo, że szczyt nie nie należy do wysokich, miało tu miejsce kilka tragicznych wypadków. Trzeba mieć świadomość, że na Nosalu niektóre urwiska skalne mają nawet po 50 metrów wysokości, upadek z nich może być śmiertelny. Dlatego trzeba mieć rozwagę. Na szczycie zjadamy pyszne ciasto, którą popijamy gorącą czekoladą. Mimo niskiej temperatury (na nasze szczęście) woda w termosie była jeszcze ciepła. Na szczyt docierają pierwsi turyści. Poznajemy przesympatyczną parę turystów, z którą ucinamy miłą rozmowę. Jak się okazuje Pan jest z okolic Krakowa, a pani z Gliwic. Doskonale znane są im Beskidy, nie kryją zachwytu naszymi rejonami. Góry temat rzeka, można byłoby tak stać, stać i rozmawiać. Niestety czas ruszać dalej, szczególnie, że to nie koniec naszej wyprawy na dziś. Musimy wrócić zielonymi znakami na Polanę Olczyską, aby udać się następnie na Polanę Kopieniec leżącą tuż pod szczytem Wielki Kopieniec. Schodząc w dół trzeba być ostrożnym na pierwszych dwóch odcinkach (tym skalnym i tym z barierką).Na dalszym fragmencie trasy udaje się nam wszystkim (na zmianę) zjeżdżać na sankach. Frajda niesamowita, tylko momentami prędkość taka zawrotna, że hamulec w sankach zawodził. Zdrowy rozsądek rozkazywał czasem zrezygnować ze ślizgu w dół 😉

7.11 km dochodzimy do drogowskazu znajdującego się na Polanie Olczyskiej, przy którym kierujemy się w prawo, przechodzimy przez mostek.Idziemy dość wygodną, momentami lekko pnącą się w górę drogą. Na chwilę wychodzi nawet słońce.Następnie wchodzimy do lasu, który prezentuje się niesamowicie. Jest taki gęsty…

Od teraz droga pnie się praktycznie cały czas w górę. Nie jest łatwo pokonać ten odcinek w zimowych warunkach. Szczególnie ostatnie podejście pod polanę jest dość wymagające (8.70 km). Za to w dół… To już bajka, szczególnie z sankami 😉

W końcu wychodzimy z lasu i naszym oczom ukazuje się taki oto widok. Wyobraźnia zaczyna działać… Jest trochę mrocznie, a zarazem wygląda trochę jak droga do raju… Zastanawiamy się co na nas czeka za tą niedużą, tajemniczą górką, czy jesteśmy już na miejscu?

Polana Kopieniec / Polana pod Kopieńcem

8.80 km urocza, rozległa polana, na której znajduje się sporo domków pasterskich. Kiedyś było ich tu podobno jeszcze więcej. Jako ciekawostkę dodam, że na wiosnę zakwitają tu krokusy, podobno w dość dużych ilościach. Oczywiście jak każda polana w Tatrach i ta odznacza się niesamowitym klimatem. Uciążliwy był jedynie dość silny wiatr, który z każdą minutą stawał się coraz silniejszy. Polana znajduje się u stóp Wielkiego Kopieńca. Próbujemy namówić jeszcze synka na dalszą wędrówkę na Wielki Kopieniec. Niestety zmęczenie bierze górą i jedno o czym marzy to powrót do samochodu. Nie ma się co dziwić. Zimowe warunki nie są łatwe w górach, szczególnie dla dziecka. Dlatego porzucamy pomysł o wdrapaniu się na kolejny szczyt. Szkoda, ponieważ mieliśmy go dosłownie na wyciągnięcie ręki. Co prawda dzieliło nas od niego bardzo stromo wyglądające podejście, ale szacowany czas na drogowskazie (pewnie w warunkach letnich) to 15 minut, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło 😉 Przynajmniej mamy kolejny cel naszej wyprawy w Tatry. Zdradzę tylko, że będziemy szli dla urozmaicenia innym szlakiem.Poniżej zdjęcie z widokiem na szczyt Wielki Kopieniec 1328 m n.p.m., widziany oczywiście z Polany Kopieniec.Wracamy tą samą drogą do Jaszczurówki. Zejście w dół idzie nam dość sprawnie. Momentami jest bardzo stromo i ślisko.Syn zostawiał nas daleko w tyle… 😉Na koniec dodam, że zimą przy zalegającej pokrywie śnieżnej, oblodzeniu czas przejścia szlaku wydłuża się. Nie należy sugerować się czasem podanym na drogowskazach. Trzeba również pamiętać, że szybciej zapada zmrok. Przy planowaniu wycieczek zimą należy zawsze śledzić poziom zagrożenia lawinowego.

Podsumowanie

Nosal, niepozorny, lecz interesujący szczyt z bogatą panoramą. Zdecydowanie godny polecenia tym mniej, jak i bardziej wymagającym turystom. Uroczy, momentami wymagający szlak, na który warto wybrać się zimą. Dla osób lubiących wyzwania polecam zdobycie dwóch szczytów – Nosal oraz Wielki Kopieniec w jednym dniu. Muszę przyznać, że wróciłam do samochodu taka szczęśliwa, naładowana pozytywną energią, że tego nie da się wyrazić słowami. Wspaniały start w nowy 2019 rok! W przyszłym miesiącu planujemy ruszyć na Wielki Kopieniec. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na świeżo założonej stronie na Facebooku Blog szlakowe.pl

 

 

2 komentarze

    1. Dziękuję za miły komentarz 🙂 Tęsknota do gór – doskonale Cię rozumiem… Góry mają w sobie coś uzależniającego 🙂 Życzę wspaniałej, pełnej wrażeń podróży i z niecierpliwością czekam na fotorelację. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons