Pierwszy dzień nowego roku tradycyjnie spędziliśmy na szlaku. Tym razem jako cel naszej wyprawy wybraliśmy Zakopane. Tęsknota za tatrzańskimi szlakami w ostatnim czasie dawała mi się mocno we znaki, więc decyzja o wyjeździe była tylko kwestią czasu. Już kilka dni wcześniej z zapartym tchem śledziłam prognozy pogody – niestety, nie wyglądały zbyt optymistycznie. W Tatrach obowiązywał drugi stopień zagrożenia lawinowego, więc nie liczyliśmy na spektakularne widoki. Mimo to postanowiliśmy pojechać – w końcu najważniejsze było to, że mogliśmy spędzić ten dzień razem, a cała reszta miała być tylko miłym dodatkiem. I los faktycznie się do nas uśmiechnął. Po zaledwie trzech godzinach snu, tuż po sylwestrowym świętowaniu, ruszyliśmy w drogę w poszukiwaniu nowych przygód.
Trasa: Jaszczurówka / Dolina Olczyska (szlak zielony) – Polana Olczyska (szlak żółty) – Nosalowa Przełęcz (szlak zielony) – Nosal – Nosalowa Przełęcz (szlak żółty) – Polana Olczyska -Polana Kopieniec – powrót tą samą trasą
Czas przejścia: około 4,40 h*
Minimalne wzniesienie: 898 m
Maksymalne wzniesienie: 1320 m
*w obie strony
W okresie zimowym warto spakować: stuptuty (ochraniacze przeciwśnieżne), raczki turystyczne oraz latarkę.
Na wstępie warto wspomnieć, że większość turystów wybiera trasę na Nosal prowadzącą z Kuźnic. Szlak zielony z Doliny Olczyskiej, który dziś opiszę, jest znacznie mniej uczęszczany, a dzięki temu spokojniejszy. Trzeba jednak dodać, że jest nieco dłuższy niż ten z Kuźnic.
Parking Jaszczurówka, Dolina Olczyska
Na miejsce dotarliśmy tuż przed godziną 9:00. Dojechaliśmy do dzielnicy Zakopanego – Jaszczurówki (886 m n.p.m.), położonej około 4 km od centrum miasta. Gdybyśmy pojechali dalej tą samą drogą, dotarlibyśmy do Łysej Polany i dalej do Morskiego Oka. Nas jednak interesowała Dolina Olczyska oraz zielony szlak, którym mieliśmy rozpocząć wędrówkę.
Mimo że był to Nowy Rok, bez problemu znaleźliśmy wolne miejsce parkingowe. Samochód zostawiliśmy po prawej stronie jezdni, tuż przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Co ciekawe, parking był bezpłatny.

Spakowaliśmy do plecaka raczki, założyliśmy stuptuty, Nie mogło się również obyć bez sanek, które dostarczyły nam dużo frajdy na szlaku 😎 Znaleźli się nawet chętni, którzy chcieli je od nas odkupić. Myślę, że mogliśmy zrobić interes życia. Niestety przerażenie w oczach naszego synka powstrzymało nas od dalszych negocjacji z sympatycznymi turystami 😉
Dolina Olczyska
Dobrze, pora rozpocząć opis wędrówki na Nosal. Wyruszamy z parkingu, a po kilku metrach skręcamy w prawo, mijając szlaban oraz kasę Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której należy zakupić bilet wstępu.
Aktualny cennik TPN:
- Bilet normalny: 10 zł,
- Bilet ulgowy: 5 zł.
Drogowskaz informuje, że zielonym szlakiem na Nosal powinniśmy dotrzeć w około 1 godzinę i 30 minut.
Już na samym początku byłam oczarowana Doliną Olczyską. Zimowa sceneria, drewniane mostki pojawiające się co chwilę, skalne ściany – wszystko prezentowało się tu przepięknie. Delikatnie prószył śnieg, który z każdym krokiem coraz bardziej zanikał. Wędrówkę umilał nam szum Olczyskiego Potoku. Mimo ujemnej temperatury, podczas marszu wcale nie odczuwaliśmy zimna.
1,4 km – w tym miejscu zielony szlak skręca w lewo. Po skręcie ścieżka wciąż była bardzo przyjemna, a śnieg dobrze ubity.
Polana Olczyska
Po pokonaniu 2,1 km dochodzimy do drogowskazu informującego, że jesteśmy na Polanie Olczyskiej. Zastanawiamy się, którym kierunkiem ruszyć najpierw – wybrać Nosal (szlak żółty), czy udać się szlakiem zielonym na Wielki Kopieniec. Decydujemy się najpierw wędrować żółtym szlakiem na Nosal, a jeśli czas pozwoli, potem podążać zielonym szlakiem w kierunku Polany Kopieniec.
Polana Olczyska położona jest na wysokości 1037 m n.p.m.. Czytając opisy tej polany, często podkreśla się, że nie oferuje rozległych widoków. Rzeczywiście, tatrzańskich, skalnych szczytów stąd nie podziwiamy, ale mimo to zimą prezentuje się przepięknie. Ma wyjątkowy klimat, który tworzy przede wszystkim zabytkowy, drewniany szałas pasterski z ławkami, przy którym można na chwilę odpocząć i poczuć prawdziwą atmosferę Tatr.
Decydujemy się tu na dłuższą przerwę. Zimą na Polanie Olczyskiej słońce naprawdę przyjemnie grzeje. Przy odrobinie szczęścia można tu solidnie się wygrzać i złapać trochę witaminy D. Nasz synek zamiast odpoczywać, wybrał zabawę w śniegu – rzucał śnieżkami, skakał przez zaspy… Zima na szlaku jest fantastyczna – mogłaby trwać bez końca.
Po przerwie ruszamy dalej, kierując się szlakiem żółtym, który prowadzi stromo w górę wzdłuż Polany Olczyskiej. Dochodzimy do drewnianych schodków, ledwo widocznych spod śniegu. To dość stromy i śliski odcinek, dlatego w tym miejscu decydujemy się na założenie raczków.
Rzucamy po raz ostatni okiem na Polanę Olczyską, którą możemy podziwiać teraz z góry. 
Dalej maszerujemy przyjemną, dość wąską dróżką, na której trudno jest wyminąć się z innymi turystami. To właśnie na tym odcinku dobrze się uśmialiśmy – wszystko za sprawą sanek i szaleńczego biegu mojego męża.
Mijamy ostatni mostek na drodze na Nosal i po niespełna 30 minutach dochodzimy do Nosalowej Przełęczy.
Nosalowa Przełęcz
3,5 km – Nosalowa Przełęcz położona jest na wysokości 1103 m n.p.m. To tutaj łączą się szlaki: żółty, który kończymy, oraz zielony (prowadzący z Kuźnic), którym kontynuowaliśmy wędrówkę na Nosal. Przed nami czekały kolejne schodki, ledwo widoczne spod śniegu, prowadzące dość stromo w górę.
Na tym odcinku szlaku zielonego doskonale było już widać nasz cel – Nosal.

Naszym oczom ukazują się piękne górskie widoki. Niestety, pogoda nieco się pogorszyła odkąd ruszyliśmy z parkingu. Dochodzimy do podejścia, które – jak się okazało – nie było ostatnim na naszej drodze na Nosal.

Podczas naszej grudniowej wycieczki na Nosal mieliśmy szczęście do pogody. Zamieszczam kilka zdjęć z fantastycznymi widokami, które mogliśmy podziwiać na tym odcinku szlaku w drodze na Nosal.
Od szczytu Nosala dzieliły nas jeszcze dwa ostatnie podejścia. To właśnie na nich należy zachować szczególną ostrożność, nie tylko zimą. Czekało nas wspinanie po miejscami oblodzonych i ośnieżonych skałach. Po raz kolejny nieocenione okazały się raczki. Mijający nas turyści mieli spore problemy z tym odcinkiem ślizgali się niemiłosiernie. W drodze powrotnej spotkaliśmy około dziesięcioosobową grupę seniorów, którzy kurczowo trzymali się drewnianej barierki, idąc powolutku w górę w gęsiego.
Nosal
4 km – Szczytujemy! Docieramy na Nosal, który wznosi się na 1206 m n.p.m. Początkowo byliśmy na szczycie całkiem sami. Widoczność nie była idealna, ale i tak mieliśmy na co patrzeć. Pierwsze, co przyciągnęło naszą uwagę, to Giewont z charakterystycznym krzyżem. Z sentymentem obserwowaliśmy wynurzające się zza mgły Czerwone Wierchy oraz naszą ukochaną Kopę Kondracką – pierwszy dwutysięcznik, który zdobyliśmy.
Z Nosala doskonale widać Dolinę Bystrej, góry opadające do Doliny Gąsienicowej oraz Kuźnice leżące u stóp szczytu.
Na samym wierzchołku należy zachować szczególną ostrożność. Choć Nosal nie jest wysoką górą, miały tu miejsce tragiczne wypadki. Niektóre urwiska skalne osiągają nawet 50 metrów wysokości – upadek z nich może być śmiertelny.
Nosal zimą zdjęcia
Na szczycie zjadamy pyszne ciasto, popijając je gorącą czekoladą. Mimo niskiej temperatury woda w termosie wciąż była ciepła. Wkrótce docierają pierwsi turyści. Poznajemy przesympatyczną parę – okazuje się, że pan pochodzi z okolic Krakowa, a pani z Gliwic. Doskonale znają Beskidy i nie kryją zachwytu naszymi rejonami. Góry to temat-rzeka, moglibyśmy tak stać, rozmawiać i podziwiać widoki bez końca.
Niestety, musieliśmy ruszać dalej. Przede wszystkim dlatego, że nasza wyprawa jeszcze się nie zakończyła. Trzeba było wrócić na Polanę Olczyską, aby stamtąd udać się w kierunku Polany Kopieniec, położonej pod szczytem Wielkiego Kopieńca. Tak jak wspominałam wcześniej, schodząc w dół należy zachować szczególną ostrożność na pierwszych dwóch odcinkach – zarówno tym skalnym, jak i tym wyposażonym w barierkę.
5,9 km – dochodzimy do drogowskazu na Polanie Olczyskiej, przy którym skręcamy w prawo. Następnie przekraczamy drewniany mostek.
Kierujemy się wygodną drogą, która momentami delikatnie pnie się w górę. Na krótką chwilę zza chmur wychodzi nawet słońce.
Następnie wchodzimy do lasu, który wygląda niesamowicie – gęsty i pełen tajemniczego uroku.
Od tego momentu droga pnie się niemal bez przerwy w górę. Pokonanie tego odcinka zimą nie jest łatwe – szczególnie ostatnie podejście pod polanę (7 km) potrafi dać w kość. Za to w dół… to już prawdziwa przyjemność, zwłaszcza z sankami 😉
W końcu wychodzimy z lasu i naszym oczom ukazuje się niezwykły widok. Wyobraźnia zaczyna pracować na pełnych obrotach… Jest nieco mrocznie… Zastanawiamy się, co kryje się za tą niedużą, tajemniczą górką – czy to już cel naszej wędrówki?
Polana Kopieniec / Polana pod Kopieńcem
7,2 km – Polana pod Kopieńcem – urocza, rozległa polana, na której znajduje się sporo domków pasterskich. Kiedyś było ich tu podobno jeszcze więcej. Jako ciekawostkę warto dodać, że wiosną zakwitają tu krokusy – podobno w dużych ilościach. Jak każda polana w Tatrach, ta również zachwyca swoim niepowtarzalnym klimatem. Jedynym utrudnieniem był dość silny wiatr, który z każdą chwilą stawał się coraz mocniejszy. Polana leży u stóp majestatycznego Wielkiego Kopieńca.
Próbowaliśmy namówić synka na dalszą wędrówkę na Wielki Kopieniec. Niestety zmęczenie wzięło górę i nasz Smyk marzył już tylko o powrocie do samochodu. Nie ma się co dziwić, dlatego rezygnujemy z pomysłu wejścia na szczyt. Szkoda, bo mieliśmy go dosłownie na wyciągnięcie ręki. Co prawda dzieliło nas od niego dość strome podejście, ale według drogowskazu – zapewne w warunkach letnich – pokonanie tego odcinka zajmuje zaledwie 15 minut.
Mała aktualizacja! W grudniu 2019 udało nam się zdobyć Wielki Kopieniec. Poniżej zdjęcie prosto ze szczytu.
Poniżej zdjęcie przedstawiające widok na szczyt Wielkiego Kopieńca (1328 m n.p.m.), wykonane z Polany Kopieniec.
Na parking wracamy tą samą trasą. Zejście w dół idzie nam całkiem sprawnie, choć momentami jest dość strome i śliskie.
Powiem Wam, że do samochodu wróciłam przeszczęśliwa… Naładowana pozytywną energią… To był cudowny pierwszy dzień roku 💙
Sprawdź również: Szlak na Wielki Kopieniec z Toporowej Cyrhli
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic














































































Piękny opis 🙂 świetne zdjęcia. Potrafisz opisać wszystko bardzo dobrze i miło się czyta. W sumie niedawno wróciłem z gór (Tatry) ale tęskno mi. Może na drugi rok się wybiorę znów,bo teraz to za granicę. Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję za miły komentarz 🙂 Tęsknota do gór – doskonale Cię rozumiem… Góry mają w sobie coś uzależniającego 🙂 Życzę wspaniałej, pełnej wrażeń podróży i z niecierpliwością czekam na fotorelację. Pozdrawiam serdecznie