Szlak na Luboń Wielki z Rabki Zaryte przez Perć Borkowskiego

W tym roku Mikołajki spędziliśmy na szlaku. Długo zastanawialiśmy się, w które miejsce pojechać. Padło na Beskid Wyspowy (w którym nie mieliśmy jeszcze okazji nigdy być) i jego najwyższy szczyt – Luboń Wielki. Czy wybór był dobry? Zdecydowanie tak! Możliwości dojścia na szczyt jest kilka. Szlak, który wybraliśmy jest jednym z ciekawszych. Dodam również, że jest najtrudniejszy. Można by go porównać do szlaku tatrzańskiego. Wszystko za sprawą licznych skał, po których trzeba się wspinać. Ciężko o takie atrakcje w Beskidach. Dodatkowo urzekły nas rozciągające się z tego szlaku widoki na Tatry oraz fakt, że w drodze do schroniska nie spotkaliśmy żywej duszy. No, poza sarenkami, które patrzyły na nas z oddali 🙂

Trasa: Rabka Zaryte (szlak żółty) – Perć Borkowskiego – Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim (szlak niebieski) – Rabka Zaryte

Data: 6 grudzień 2018

Dystans: 9:60 km

Czas trwania: niecałe 4:20 (sam przemarsz, z dzieckiem)

Minimalne wzniesienie: 500 m

Maksymalne wzniesienie: 1064 m

Parametry z aplikacji endomondo

Wyjazd wiązał się z wczesną pobudką. Do tego (na szczęście) zdążyliśmy się przez ostatni rok przyzwyczaić 😉 Z łóżek zebraliśmy się o 4:30 rano. Zjedliśmy śniadanie, dopakowaliśmy resztę rzeczy  i ruszyliśmy w trasę. Nasz cel to Rabka Zaryte położona około 90 km od Bielska – Białej. Po drodze mogliśmy podziwiać wschód słońca. Niebo było wyjątkowo piękne tego dnia, a widoczność doskonała. Jedyne na co mogłabym ponarzekać to mróz… Jestem okropnym zmarzluchem i trochę minie zanim przyzwyczaję się do niskich temperatur, ale znoszę je dzielnie. W końcu jak się chce nacieszyć oczy pięknymi widokami, trzeba się trochę poświęcić i czasem poczuć dyskomfort 😉

Rabka Zaryte – parking

Rabka Zaryte to pierwsze miejsce, w którym mieliśmy problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. Wszędzie są drogi wewnętrzne oraz tereny prywatne. Troszkę pokrążyliśmy w rejonie szlaków prowadzących na Luboń Wielki. W końcu zaparkowaliśmy na niedużej zatoczce, zaraz  przy głównej ulicy, po prawej stronie, za przystankiem autobusowym oraz mostem.

Po przejściu przez jezdnię i wróceniu się z parkingu do znaków żółtych skręciliśmy w prawo, w drogę wewnętrzną. Na płocie jednego z domów zawieszona jest tabliczka informująca nas, że przed nami 2 godziny marszu na szczyt Luboń Wielki przez Perć Borkowskiego. Droga pnie się lekko w górę.

Mijamy gospodarstwa i wchodzimy na szeroką drogę polną, z której doskonale widać interesujący nas szczyt oraz znajdujący się na nim nadajnik telewizyjny. Okazuje się, że można tu śmiało postawić swój samochód, miejsc na zaparkowanie nie brakuje. Po drodze mijamy sporo odcinków z nowo posadzonymi drzewkami. Podziwiamy zmrożone pola z nieśmiało wychylającymi się w oddali górami. Byliśmy w szoku, że w Beskidzie Wyspowym nie ma jeszcze śniegu. Po ostatniej naszej wyprawie na Skrzyczne  w Beskidzie Śląskim byliśmy przygotowani na zimowe warunki. 

Póki co droga nie jest wymagająca. Momentami lekko pnie się w górę. Trzeba być czujnym, ponieważ nasz szlak będzie skręcał w prawo. 2.50 km, w końcu wchodzimy w las.

Po 600 m (3.10 km) droga zaczyna iść dość stromo w górę. Początkowo leśną drogą, która z każdym krokiem zamienia się na coraz bardziej kamienistą. Tak jak wspominałam we wstępie – na szlaku pustki. Wędrówkę urozmaica nam śpiew ptaków.

3.60 km podłoże staje się coraz bardziej skalne. Podchodzimy kawałeczek do góry i mijamy czerwoną tablicę informującą nas, że od teraz znajdujemy się na terenie REZERWATU PRZYRODY LUBOŃ WIELKI oraz OBSZARZE NATURY 2000.

Idziemy 200 m w górę. Mijamy pomnik upamiętniający żołnierzy Armii Krajowej.

Zaraz za pomnikiem szlak odbija w prawo. Naszym oczom ukazuje skalna ściana.

Perć Borkowskiego

Od teraz szlak będzie prowadził przez najciekawszy odcinek naszej trasy – gołoborze (rumowisko skalne). Jest dość stromo. Trzeba się nagimnastykować 🙂 Nasz czteroletni syn ma niezłą frajdę. W wielu miejscach można wyczytać, że przejście przez gołoborze nie jest polecane dla dzieci. Syn idąc za rękę z tatą, bez najmniejszego problemu poradził sobie z przejściem tego odcinka. Oczywiście ma za sobą sporo tatrzańskich szlaków, więc jest wprawiony. Niebezpiecznie jest na pewno przy zejściu, kiedy skały są oblodzone, bądź mokre, dlatego można tak jak my wyjść szlakiem żółtym, a zejść niebieskim. Podobno w tej okolicy jest aż 13 jaskiń. 

Widok na Tatry z Perci Borowskiego

Wspinając się nie mieliśmy zielonego pojęcia, że będzie nam dane widzieć tak dokładnie Tatry Wysokie. Najlepszy widok rozciąga się z samej góry urwiska skalnego. Bez wahania zrobiliśmy tu krótki przystanek, aby nacieszyć oczy Tatrami.

Ten odcinek mierzy około 350 m. Następnie szlak prowadzi przez Dziurawe Turnie. Jest to dość trudny odcinek, wymagający sprawności fizycznej. My nie zauważyliśmy oznakowania szlaku i skręciliśmy w lewo omijając obrywy skalne mierzące kilka metrów. Zrobiłam jednak zdjęcie z dołu.

Idziemy przez las, stromo pnąc się ku górze. Oj, można się zmęczyć na tym fragmencie…Po drodze mijamy około 20 metrowy obryw skalny.

Następnie czeka nas prosta, przyjemna droga. 

Na 4.50 km wychodzimy z lasu. Nasz żółty szlak łączy się z czerwonym prowadzącym z Mszany Dolnej (Mały Szlak Beskidzki). Jest to ostatni prosta, z oddali wynurza się nadajnik telewizyjny, który podziwialiśmy niejednokrotnie ‚z dołu’ jadąc na nasze wyprawy górskie do Pienin, Zakopanego, Gorców. Wieża jest idealnie widoczna z rejonów Jordanowa.

Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim

4:60 km – Schronisko na Luboniu położone jest na wysokości 1022 m n.p.m. Jest naprawdę malutkie i kameralne. Różni się od innych schronisk, ale ma to swój urok. Jeżeli ktoś jest miłośnikiem dużych schronisk, bądź hoteli górskich może być zawiedziony. Ja osobiście byłam pod wrażeniem jego gabarytów.

W środku stoją zaledwie dwa stoły z ławkami oraz barek. Wybór dań również nie jest za duży, ale prawdę mówiąc nie ma się co dziwić, skoro pan z obsługi poinformował nas, że dzień wcześniej schronisko odwiedził zaledwie jeden turysta. Poza sezonem nie ma za bardzo dla kogo gotować. Udało się nam zamówić pierogi z mięsem oraz pierogi ruskie. Porcje nie za duże, ale smaczne (w szczególności ruskie). No i gorącą czekoladę, aby się ogrzać. Ceny nie są jakoś strasznie wygórowane. Za porcję pierogów zapłaciliśmy 12 zł.

W schronisku nie ma  toalety. W sezonie jest tu podobno dość tłoczno. Można zrobić ognisko i upiec kiełbaskę. Jeżeli chodzi o nocleg, do dyspozycji turystów jest 25 miejsc noclegowych. W samym budynku schroniska jest 9 miejsc w izbie, która oferuje panoramę na cztery strony świata. Pozostałe 16 miejsc jest w innym, sąsiadującym budynku (są również pokoje dwuosobowe). Przy schronisku znajduje się kapliczka.

Z Lubonia Wielkiego można podziwiać widoki na północ oraz zachód. Widać Szczebel, Lubogoszcz, Babią Górę i Beskid Makowski. 

Jako, że mieszkamy w Bielsku – Białej dodam małą ciekawostkę, że wyznaczony jest czerwony szlak na Luboń Wielki prowadzący z B-B Straconka. Jest to MAŁY SZLAK BESKIDZKI, mierzący aż 137 km.

Oczywiście nie obyło się bez zakupu odznaki do plecaka dla synka. Półtoragodzinny spędziliśmy na szczycie, rozkoszując się pustkami w schronisku. Zrobiliśmy wpis do księgi gości. Nie mogło się obyć bez dzieła naszego synka w księdze – dwóch uroczych ślimaków 🙂

Ucinamy krótką, przyjemną rozmowę z gospodarzem schroniska, który informuje nas, że nasz szlak ma swój początek przy kapliczce za schroniskiem. W dół schodzimy, tak jak planowaliśmy od początku szlakiem niebieskim, który idzie równocześnie z zielonymi znakami, które po paruset metrach odbija w lewo i prowadzi do Rabki Zdrój, Śmietanów (3.8 km). My natomiast kierujemy się w lewo i mamy przed sobą od drogowskazu jeszcze 2.5 km do Rabki Zaryte. Cały czas kierujemy się szeroką, leśną drogą.

Wybraliśmy ten szlak ze względu na bezpieczeństwo. Niestety ten odcinek był miejscami bardzo oblodzony. I nie obyło się bez wywrotki, pomimo dużej ostrożności. Zejście nie było łatwe… W końcu zdecydowaliśmy się po raz pierwszy tej jesieni skorzystać z nakładek antypoślizgowych na buty. 

6.80 km szlak skręca w lewo. Schodzimy stromo w dół. Na szlaku sporo połamanych drzew. 

Następnie wychodzimy na polanę, z której nieśmiało w oddali wynurzają się Tatry. Niestety mgła jest dość duża i ledwo je widać.

Wychodzimy na drogę wewnętrzną, prowadzącą w sąsiedztwie domów. Dochodzimy do drogi głównej w Rabce Zaryte i maszerujemy chodnikiem do mostu, za którym zaparkowaliśmy nasz samochód. 

Na koniec dodam jeszcze, że w okresie zimowym odśnieżany jest szlak zielony prowadzący do Schroniska PTTK na Luboniu Wielkim z Rabki Zaryte.

Podsumowanie

Na Luboń Wielki prowadzi aż pięć szlaków. Wybraliśmy podobno najtrudniejszą, a zarazem najciekawszą opcję dotarcia na szczyt. Muszę przyznać, że nie żałujemy! Widok na Tatry był tak doskonały i zachwycający, że zostanie w naszych sercach na zawsze… Warto pamiętać, że zejście szlakiem żółtym w okresie zimowym należy do niebezpiecznych, mimo to warto się wysilić i przejść przez urwisko skalne choćby w jednym kierunku – wrażenia gwarantowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons