Rohackie Stawy szlak z Doliny Rohackiej

Moje urodziny i kolejna dobra okazja, żeby wyrwać się w góry. Planowanie trasy, pakowanie i w drogę. Nasz cel: Dolina Rohacka i parking pod Spaloną. Do pokonania mamy z Bielska – Białej około 110 kilometrów (w jedną stronę). Kierujemy się na Korbielów (przejście graniczne), następnie na Namestovo. Po około dwóch godzinach docieramy do celu.

Trasa: Rohacka Dolina (parking pod Spaloną, szlak czerwony) – Rozdroża Adamculi (skręt w prawo, szlak niebieski) – Wyżni Wodospad Rohacki – Wyżni Staw Rohacki (mijamy po drodze wszystkie cztery stawy Rohackie) – Bufet Rohacki (Taliakova Hata) (szlak czerwony) – Rohacka Dolina (parking pod Spaloną)

Jeśli chcesz odpocząć od zgiełku na tatrzańskich szlakach, to z pewnością ten artykuł jest dla Ciebie! Dzisiaj chcę Wam przedstawić BARDZO urokliwą trasę w Tatrach Zachodnich , biegnącą szlakami u naszych słowackich sąsiadów. Na szlaku czeka na Ciebie mnóstwo atrakcji: Rohackie Wodospady,Rohackie Stawy , wspaniałe widoki na Tatry Zachodnie rozciągające się w koło, które wynagradzają trud wędrówki. Szlak naprawdę bardzo zadbany, z licznymi ścieżkami edukacyjnymi. Dodam, że jest to nasz pierwszy raz tak wysoko w Tatrach . Do tej pory mieliśmy okazję odwiedzić tylko Morskie Oko , Dolinę Kościeliska oraz Smreczyński Staw . Jest to kolejny szczyt w akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM, który z radością wpiszemy do naszych książeczek.

Dystans: 14.64 km

Czas trwania: 6:40 h (sam przemarsz z czteroletnim dzieckiem)

Minimalne wzniesienie: 1060 m

Maksymalne wzniesienie: 1768 m

Parametry z aplikacji endomondo

UWAGA! Od 1.11. do 15.06. szlak na Rohackie Stawy jest zamknięty. Przed wyjazdem wykup ubezpieczenie.

Tak prezentują się Rohackie Stawy z ‚góry’. Zdjęcie zrobione w drodze na Wołowiec 2063 m n.p.m. Opis szlaku znajdziesz tutaj: Wołowiec szlak ze SłowacjiRohackie Stawy widoczne ze szczytu Wołowiec

Parking pod Spaloną

Parking pod Spaloną usytuowany jest 1030 metrów n.p.m. Wjazd jest płatny 3 euro, za cały dzień postoju. Parking jest naprawdę duży. Nie brakuje na nim wolnych miejsc. Widać z niego wyciąg narciarski, działający również w lecie. Leży on u stóp szczytu Salatyńskiego Wierchu . Po raz kolejny ruszamy na szlak bez wózka. Syn świetnie poradził sobie na Babiej Górze, więc stwierdziliśmy, że najwyższa pora przyzwyczajać go do faktu, że Jego karocy w górach nie ma. Poza tym szlak jest nie do przejścia z wózkiem. Mijaliśmy pojedynczych tatusiów z dziećmi w nosidełkach.Parking pod Spaloną, piękny, słoneczny dzień Tyle drogą wstępu. Ruszamy na szlak. Z parkingu pod Spaloną skręcamy w lewo i wchodzimy w las. Po chwili naszym oczom ukazuje się Potok Rohacki i prowadzący przez niego drewniany most. Po około 500 metrach  zaczyna się krótkie, ale bardzo strome podejście. Na tym odcinku pokonujemy schody, pod naszymi nogami są korzenie oraz skały. Turysta i dziecko pokonują strome, kamienisto - skalne podejście od parkingu Pod Spaloną do miejsca o nazwie Razcestie Sindlovec, podejście prowadzi przez las

Razcestie Sindlovec

Po pokonaniu tego odcinka dochodzimy do miejsca o nazwie Razcestie Sindlovec leżącego 1087 m n.p.m.Słup z żółtymi tabliczkami, jedna z nich z napisem Razcestie Sindlovec położone 1087 metrów nad poziomem morza, w tle las Od teraz będziemy poruszać się drogą asfaltową, która jest zamknięta dla samochodów. Poruszać mogą się po niej tyko upoważnieni. Droga jest szeroka, prosta i przyjemna. Widać z niej między innymi: Trzy Kopy , Hrubą Kopę , Spaloną Kopę.

Drewniana wiata z ławkami na tle TatrPiękne, tatrzańskie szczyty, wierzchołki lekko przykryte chmurami, u podnóża gór las

Adamcula

2.90 kilometra dochodzimy do szczytu noszącego nazwę Adamcula , położonego na wysokości 1189 m n.p.m.

Tutaj też jest rozwidlenie. My skręcamy w prawo. Od teraz idziemy szlakiem niebieskim. Nadal kierujemy się drogą asfaltową . Dochodzimy do tablicy, która informuje nas, że mamy skręcić w prawo na Rohackie Wodospady. Na 3.45 km kończy się asfalt. Nasz synuś był wniebowzięty, narzekał, że szlak prowadzi drogą asfaltową. Po chwili mamy do przejścia kolejny drewniany mostek.

Wchodzimy na obszar ZIELONEJ DOLINY.  Przed nami ala ‚chodnik’, prowadzący przez las. Następnie przechodzimy przez drewnianą kładkę i ponownie wracamy na ‚chodnik’.

Droga zaczyna piąć się coraz bardziej w górę. Dodam, że szlak będzie tak wyglądał do samego Wodospadu Rohackiego. Jest stromo, bardzo stromo. Trzeba wysoko podnosić nogi. Nasz syn ma niezłą gimnastykę, ale to dopiero zapowiedź trudności, jakie będziemy mieć do pokonania na dalszych odcinkach szlaku.

ROHACKI WODOSPAD

4.20 km kończy się nasza wspinaczka i dochodzimy do miejsca oznaczonego, jako ROHACKI WODOSPAD na wysokości 1340 m n.p.m. Tutaj zbaczamy ze szlaku. Skręcamy w lewo, przechodzimy drewniany mostek. Bardzo wyraźnie słyszymy wodospad mimo, że dzieli nas od niego jeszcze troszkę drogi. Nie ma się co dziwić jego przepustowość to 500 – 1200 litrów na sekundę. Schodzimy bardzo, bardzo stromo w dół. Jest dość wąsko, ciężko się wyminąć z innymi turystami. Wodospad robi wrażenie w całej okazałości. Jest ogromny. Mierzy23 metry. Można podejść bardzo blisko wodospadu, wystarczy wspiąć się po kilku skałkach. Trzeba jednak uważać, ponieważ skały są śliskie. Woda rozpryskuje się w wszystkich kierunkach z dużą siłą. 23 metrowy Wodospad Rohacki, piękny, słoneczny dzieńZadowolone dziecko na rękach taty orzy zjawiskowym Wodospadzie Rohackim

Na filmiku doskonale widać jak krople rozpryskują się w każdym kierunku. Przy mocniejszych powiewach wiatru ich zasięg jest naprawdę duży.

Wracamy na szlak stromym podejściem. Drogowskaz wskazuje, że do pierwszego Rohackiego Stawu mamy jeszcze półtora godziny drogi. Od razu zaczynamy stromo piąć się w górę. Na tym odcinku do pokonania mamy drewniano – skalne schodki, skały, nie brakuje również wystających korzeni. Mijamy liczne skalne bloki. Droga nadal prowadzi przez las. Turysta z dzieckiem pokonujący strome, kamieniste podejście w Tatrach Słowackich

W końcu wychodzimy z lasu. Jest ciepło. W dniu naszej wyprawy grzeje dość mocno słońce. Teraz mamy do pokonania bardzo stromą, skalną drogę. Raz do czasu odpoczywamy na skałach. Szlak jest w tym miejscu dość wąski. Nie ma możliwości,aby zrobić sobie przerwę tak po prostu.  Trzeba wejść na jakąś skałę leżącą obok ścieżki szlaku.

Rozdroża pod Przednim Zielonym

5 kilometr naszych zmagań, dochodzimy do pięknego miejsca, w którym są stoliki z ławeczkami. Miejsce to nosi nazwę Rozdroża pod Przednim Zielonym , leżący na wysokości 1473 m n.p.m. Rozciągają się stąd piękne widoczki. W tym miejscu jest dość sporo turystów. W końcu jest to idealna baza wypoczynkowa. Szczególnie, że szlak póki co wymaga od nas sporo wysiłku. Słup z żółtymi tablicami informacyjnymi - Rozdroża pod Przednim Zielonym położone 1473 metry nad poziomem morza, w tle Tatry oraz odpoczywający turyści

Zielone Jeziorko

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Poruszamy się prostą, wąską, skalną dróżką wśród drzew iglastych. Po chwili dochodzimy do niewielkiego stawu – Zielone Jeziorko, które prezentuje się naprawdę pięknie. Odnosi się wrażenie, że miejscami woda jest w nim koloru turkusowego. Na brzegu jeziorka odpoczywa sporo ludzi, przejście jest dość wąskie, dlatego po zrobieniu kilku zdjęć ruszamy w dalszą drogę.Widok na Zielone Jeziorko, skały na brzegu, w oddali Tatrzańskie szczyty

Przed nami stroma droga, która się pnie i  pnie w górę. Aż do pierwszego z czterech stawów – Wyżni Staw Rohacki . Jest to chyba najtrudniejszy odcinek na szlaku. Patrząc z dołu: turyści, którzy pną się w górę, są mali jak robaczki. Na szlaku mnóstwo kamieni i skał. Trud wspinaczki ułatwiają kijki, które jak najbardziej polecam spakować, wybierając się na Rohackie Stawy . Sama kilkakrotnie straciłam równowagę i gdyby nie kijaszki, mogłoby się to źle skończyć. Widoki na tym odcinku… nie do opisania… Można patrzeć i patrzeć. Rozciągające się tu krajobrazy na Tatry Zachodnie są niesamowite. Robimy z dwa przystanki, aby odpocząć. Syn naprawdę dzielnie dawał radę. Niejeden, niewprawiony w górskie wędrówki dorosły, miałby nie lada problem z pokonaniem tego odcinka.

Wychodzimy na wysokości 1589 m n.p.m.  do Rozstaju pod Troma Kopami.Żółta tabliczka Rozstaje pod Troma Kopami leżące 1589 metrów nad poziomem morza Kierujemy się dalej, zielonym szlakiem na Wyżni Staw Rohacki. Wspinamy się nadal wąskim, skalnym podejściem.

6.30 km dochodzimy do pierwszego ze stawów. Pierwsza nasza myśl – jak tu bosko! Warto było!

Rohackie Stawy

Tabliczka w kolorze żółtym z napisem Rohackie Stawy położone 1719 metrów nad poziomem morza, w tle tatrzańskie szczyty, niebieskie niebo

Wyżni Staw Rohacki

Wyżni Staw Rohacki leżący na wysokości 1719 m n.p.m. Naszym oczom ukazują się bajkowe widoki… Powierzchnia  Wyżniego Stawu Rohackiego  to 1.4 ha – robi wrażenie. Leży u stóp Zielonego Wierchu Rohackiego . Odbijający się w nim Wołowiec… wrażenia nie do opisania słowami. To był moment, przyszedł lekki wiatr i można było pomarzyć o lustrzanym odbiciu gór w tafli wody.Trzyosobowa rodzina, w tym dziecko nad Wyżnim Stawem Rohackim, słoneczny dzień,niebieskie nieboSłoneczny, wiosenny dzień, Wyżni Staw Rohacki odbijające się w tafli stawu szczyty Tatr oraz białe chmury

Oczywiście grzechem byłoby nie zrobić nad stawem przerwy. Rozłożyliśmy koc i rozkoszowaliśmy się pięknymi, górskimi widokami. Syn był oczywiście prze szczęśliwy, że może wrzucić do stawu kilka kamieni. Wyżni Rohacki Staw położony w Tatrach Słowackich, turyści odpoczywający wokół stawuRohackie Stawy z dzieckiem, chłopiec podziwia kaczuszki pływające po Wyżnim Stawie Rohackim

Małe, szczęśliwe dziecko bawiące się drewnianym samochodzikiem nad Wyżnim Stawem RohackijmPo dość długiej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Przed nami kamienista / skalna droga. Od teraz będziemy kierować się w dół. Momentami jest dość stromo.

Na szlaku coraz mniej turystów. Po chwili marszu naszym oczom ukazuje się widok na Pośrednie Stawy Rohackie. Bez dwóch zdań: jeziora zbudzają podziw…

Pośredni Staw Rohacki, piękny słoneczny dzień, w koło tatrzańskie szczyty

Pośredni Staw Rohacki

Pośredni i Mały Staw Rohacki

Leżące w sąsiedztwie stawy mają również wspólną nazwę – Pośrednie Stawy Rohackie . Przy stawach byli pojedynczy turyści, były momenty kiedy byliśmy całkiem sami w tym urokliwym miejscu. Panowała tu największa cisza i spokój jakiego w życiu doświadczyłam… Zamknęłam oczy i odpłynęłam… Zakochałam się w tym miejscu… Niewielu turystów tu dociera. Sporo osób kończy swoją wędrówkę na pierwszym stawie. Oj, duża strata… Naprawdę warto kontynuować wycieczkę dalej… Trochę trudu, a nagroda nie do opisania. Mamy okazję podziwiać stąd piękne Rohacze , widoczny jest również Wołowiec oraz Rakoń. Jest tu sporo kaczuszek krzyżówek. Krajobraz wzbogacają licznie występujące dzwonki alpejskie, które w Polsce spotkasz tylko w Tatrach.

Pośredni Staw Rohacki

Mały Staw Rohacki

Tablica informacyjna opisująca Rohackie Stawy

Gdyby nie goniący nas czas, na pewno spędzilibyśmy tu więcej czasu. I tak zaszaleliśmy, bo zeszło nam w tym miejscu około godziny. Chciało się więcej, ale nie było możliwości, abyśmy schodzili do parkingu po ćmoku. Szlak był dla nas nieznany, nie wiedzieliśmy co nas czeka. Nie lubię żegnać się z górami, to najtrudniejsza i najmniej przyjemna część wypraw górskich… Ale nie ma co płakać, w końcu to jeszcze nie koniec naszej PRZYGODY! Przed nami jeszcze jeden z czterech stawów o nazwie Wielki Staw Rohacki. Niebieskie znaki na skałach kierują nas stromym zejściem w dół. Trzeba naprawdę uważać, łatwo podjechać. Szczególnie na kamieniach, których nie brakuje na szlaku.

Schodząc stromo w dół, naszym oczom ukazuje się Wielki Staw Rohacki

Niżni Staw Rohacki

7.90 km docieramy do czwartego jeziora – Niżni Staw Rohacki. Inną, często używaną nazwą jestWielki Staw Rohacki. Jest to największy staw leżący w Tatrach Zachodnich. Jego powierzchnia zajmuje 2.22 ha. Oczywiście nie obyło się bez przystanku. Po prostu nie da się iść dalej, kiedy w koło rozciągają się takie widoki. A licznie występujące tu kaczki krzyżówki błagają litościwym wzrokiem o jedzenie.Niżni Staw Rohacki w pięknej, letniej wersjiSzczęśliwe dziecko nad Rohackami Stawami, w tle Niżni Staw RohackiKaczki pływające po stawie - Niżni Staw Rohacki, słoneczne popołudnie

Kaczka pływająca po stawie, promienie słoneczne odbijające się od tafli wodyJak zawsze… goni nas czas i musimy zbierać się w dalszą drogę. Przed nami znowu nie za łatwy odcinek. Będziemy schodzić stromo w dół. Nad nami sporo skał, odnosi się wrażenie jakby miały zaraz stoczyć się na ścieżkę, która momentami jest dość wąska.Turystka z rozłożonymi rękoma,pozująca tyłem na tatrzańskiej ścianie

Rozdroża w Smutnej Dolinie

Dochodzimy do Rozdroża w Smutnej Dolinie leżącego na wysokości 1522 m n.p.m . Jest to idealne miejsce na odpoczynek. Można skorzystać ze stolika z ławkami. W koło nadal rozciąga się magiczny krajobraz na Tatry Zachodnie . Możemy z dość bliska podziwiać ogrom potężny i stromy Wołowiec , Rohacza Ostrego oraz Płaczliwego. W zimę w tym rejonie występuje duże zagrożenie lawinowe. Warto mieć to na uwadze planując wycieczkę w te rejony. Drogowskazy wskazują 30 minut drogi do Bufetu Rohackiego.Słup z żółtą tablicą Rozdroża w Smutnej Dolinie na tle skalnych ścian Tatr

Kierujemy się niebieskimi znakami doRohackiej Doliny. Do pokonania mamy kamienistą, skalną drogę prowadzącą między kosodrzewiną.  Oczywiście cały czas trzeba być czujnym, ponieważ jest sporo stromych odcinków na szlaku.

Mijamy po drodze ujęcie wody pitnej. Po drodze możemy podziwiać Staw Czarna Młaka (Tatliakowe Jezioro).

Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro

Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro

Bufet Rohacki – Taliakova Hata 

Schronisko Rohacze - budynek bufetu Rohackiego na tle wysokich Tatr, ładny, letni dzień, zjeżdżalnia przed bufetemDotarliśmy doBufetu Rohackiego , położonego 1350 m n.p.m. w Dolinie Rohackiej.  Dość istotną informacją jest, że bufet jest czynny tylko i wyłącznie w sezonie letnim. Oczywiście można skusić się tu na ciepły posiłek. Na terenie bufetu do dyspozycji gości stoliki z ławkami.Tak prezentuje się wnętrze Bufetu Rohackiego. Bufet Rohacki wewnątrz, pomieszczenie ze stolikami i krzesłami

Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro

Byliśmy zaskoczeni, ponieważ zaraz za Bufetem Rohackim znajduje się kolejne, niewielkie, płytkie jezioro –  Czarna Młaka (Tatliakowe Jezioro) . Nie mieliśmy zielonego pojęcia, że to nie koniec urzekających stawów na naszej drodze. Z brzegu Talikowego Jeziora można podziwiać zacne Rohacze i Wołowiec. Jest tu bardzo kameralnie. Niestety zmęczenie brało górą i postanowiliśmy po około 15 minutach ruszać w stronę samochodu. Żałowałam, że na szlak nie udało się nam wyruszyć wcześniej. Chciałoby się więcej i więcej, niestety czas w górach leci nieubłaganie szybko.słońce przebijające się przez liście, Tatliakowe Jezioro nad którym widoczne są wyłaniające się zza mgły tatrzańskie szczytyBrzeg Tatliakowego Jeziora, soczysto zielone drzewa, w tle TatryPoranek nad Tatliakowym Jeziorem, Tatry we mgleTatliakowe Jezioro leżące u podnóża tatrzańskich szczytów, mglisto nad jezioremKaczka wierzbówka, jezioroBrzeg Tatliakowego Jeziora, w oddali tatrzańskie szcyty, piękna, turkusowa woda w jeziorze, dużo zieleni na zdjęciu

Od Bufetu Rohackiego prowadzi asfaltowa droga, która jest zamknięta dla samochodów. Poruszać się mogą po niej tylko upoważnieni. Ten odcinek ciągnie się niemiłosiernie… Asfalt na szlakach nie jest przez nas lubiany. 12.10 km dochodzimy do rozdroży dróg Adamcula i ostatni kawałek (grubo ponad 2 km) wracamy tym samym odcinkiem czerwonego szlaku, którym zaczynaliśmy rano swoją wyprawę z parkingu. W drodze do samochodu spotykamy jednego pana z psiakiem. Późnym popołudniem na szlaku pustki.

Podsumowanie

Nie potrafię wyrazić słowami mojego zachwytu tą czarującą krainą… Rohackie Stawy, to miejsce, które zostanie w mojej pamięci na ZAWSZE!  Jest to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi. Syn, ani razu nie narzekał mimo trudu wyprawy. Był to dla Niego bardzo atrakcyjny szlak. Ważne jest jednak, aby dziecko miało wcześniej styczność górami, ponieważ przejście tego szlaku wymaga od dziecka wytrwałości i umiejętności radzenie sobie w trudnym terenie. Trzeba pamiętać, że nie jest to spacerek po leśnej dróżce. Nasz cel? Wrócić tu jeszcze raz…

Ubezpieczenie Tatry Słowackie

Wybierając się w Tatry Słowackie trzeba samemu zadbać o ubezpieczenie. W razie wypadku pomoc u naszych sąsiadów jest odpłatna. My od pewnego czasu planując wycieczki w Tatry Słowackie wykupujemy ubezpieczenie niezależnie o trudności trasy. Korzystamy ze strony – Ubezpieczenie Słowackie Tatry.  Koszt ubezpieczenia naprawdę nie jest duży. Dzieci, młodzież do lat 18 za ewentualne akcje ratunkowe nie płacą.

Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl oraz na Instagramie: @greenmagpic

Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

3 komentarze

  1. Wspaniałe dostarczanie Namirkowi przygody.Niewiele jest Rodzin które decydują się na takie ekstremalne cykliczne wyprawy wraz ze swoimi Pociechami. Czasami widać że na miejskim chodniku rodzic niesie dziecko na rękach bo rozbolały go nóżki. Będąc w górach na szlaku który wymaga trudu wędrówki nie da się przerwać wyprawy nie da się poruszać po szlaku z dzieckiem na ręku gdyż było by to niebezpieczne tak dla rodzica jak i dla dziecka. Trzeba poruszać się kamienistymi ścieżkami pokonywać stromizny i wzniesienia. Tutaj jak się rozpoczęło wędrówkę musi się brać pod uwagę że trzeba jeszcze wrócić Nie ma taksówki która nas zabierze z powrotem Namirek już jest wprawioym turystą ponieważ wasza wędrówka to nie okazjonalny specer po górskich szlakach a cykliczne zaplanowane wyprawy. Namirek bardzo dobrze radzi sobie na tych górskich szlakach. Fotki ukazują beztroskiego wesołego czterolatka .Tylko że fotka ukazuje go na wysokości 1500, 1550 metrów nad poziomem morza. Dla niejednego dorosłego było by to wyzwanie ponad jego możliwości a ten czterolatek radzi sobie dotrzymując kroku rodzicom. Trzymajcie tak dalej…Dumny Tata i Dziadek

  2. Coś niebywałego.Rozumiem,że kobieta ambitna i podobno ma więcej w sumie siły niż facet ,ale to wesołe i szczęśliwe dziecko ? Niewiarygodne.Znam trasę ,bo szedłem z żoną ,niewiele pamiętam ,bo powyżej wodospadu rozpętała się burza z gradem ,który tak walił w sierpniu ,że bolały mnie uszy od uderzeń.Stawy przeszliśmy bez przystanku cały czas uciekając przed piorunami,które waliły w pobliżu. Przy bufecie miałem nogi całe w pianie jak zmęczony koń.Nigdy czegoś takiego nie widziałem u nikogo.Ogromne gratulacje i zazdrość z takiej wyprawy.Pozdrawiam RK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *