W ostatnim tygodniu w górach zapanowała prawdziwa zima. A co za tym idzie? Bardzo trudne warunki na szlakach. W Beskidach, na najwyższych szczytach, obowiązywał trzeci stopień zagrożenia lawinowego, a do tego prognozowano silny wiatr i mgły. Nie chcieliśmy ryzykować, wybierając się na długie i wymagające trasy, tym bardziej, że większość szlaków była nieprzetarta. A uwierzcie mi, marsz w głębokim śniegu potrafi być naprawdę wyczerpujący. Zdecydowaliśmy się więc na Beskid Mały i tłumnie odwiedzaną przez turystów Magurkę Wilkowicką. Na szczęście zimą, szczególnie w tygodniu, jest tam zupełnie inaczej.
Trasa: Przełęcz Przegibek (szlak niebieski) – Las Sokołowski – Chata na Magurce – Magurka Wilkowicka – Schronisko PTTK na Magurce – powrót tą samą trasą
Dystans: około 5 km*
Czas trwania: ponad 3:00 h* (czas przejścia w warunkach zimowych, z dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 650 m
Maksymalne wzniesienie: 905 m
*w obie strony
Mieliśmy pewne obawy związane z dojazdem na Przełęcz Przegibek. Od rana w Bielsku-Białej intensywnie sypał śnieg, a my niestety nie zdążyliśmy jeszcze zaopatrzyć się w łańcuchy. Wyjazd na Przegibek od strony Straconki jest dość stromy, ale mimo to postanowiliśmy zaryzykować. W Straconce na jezdni panowała istna szklanka. Tuż przy Bulwarach Straceńskich byliśmy o krok od stłuczki z dużym BMW, które zbyt szybko wyjechało spod jednego ze sklepów i wpadło w poślizg. Od nieszczęścia dzieliło nas dosłownie kilka metrów. Kawałek dalej jechaliśmy za autobusem, który poruszał się w ślimaczym tempie, na włączonych światłach awaryjnych. Widać było, że żaden pług jeszcze tędy nie przejechał. Po tych niezbyt przyjemnych przeżyciach dotarliśmy na miejsce – cali i szczęśliwi.
Parking na Przełęczy Przegibek, Bar Gawra
Samochód zostawiam na obszernym parkingu po lewej stronie jezdni (jadąc od strony Straconki), tuż obok bufetu Gawra, który o godzinie 8:00 jest jeszcze nieczynny. W sezonie można tam zamówić dania barowe oraz obiadowe od godziny 11:00. Na razie mamy do dyspozycji cały parking – póki co nie stoi tu jeszcze żaden samochód. Powyższe zdjęcie było zrobione w innych warunkach pogodowych.

Nakładamy stuptuty, plecaki, zabieramy sanki i ruszamy w stronę szlaku. Przechodzimy przez jezdnię – znajdujemy się na wysokości 663 m n.p.m. Kierujemy się niebieskim szlakiem, który prowadzi do Schroniska PTTK na Magurce. Drogowskaz wskazuje, że dojście zajmuje około godziny, ale zimą warto podchodzić z rezerwą do czasu podanego na tabliczkach.
Nam przejście tej trasy zajęło zdecydowanie więcej czasu. Szlak nie był w ogóle przetarty, a miejscami brodziliśmy w śniegu po kolana, ale o tym opowiem w dalszej części wpisu 😅
Mijamy szlaban, a leśna droga, którą podążamy od samego początku, łagodnie pnie się w górę. Po chwili niebieski szlak odbija w prawo.
Po około 400 metrach skręcamy w prawo i wychodzimy z lasu na szeroką, ośnieżoną drogę, którą będziemy maszerować przez kolejne 450 metrów. Jest radość! Syn w końcu może skorzystać z sanek.
Po drodze odsłania się przed nami piękna panorama całego naszego rodzinnego miasta – Bielska-Białej, wraz ze Straconką. Widać również pasmo Szyndzielni oraz Klimczoka. Zatrzymujemy się na chwilę, by nacieszyć oczy rozciągającymi się stąd widokami. Niebo powoli nabiera ciekawych, ciepłych barw.
Po wspomnianych wcześniej 450 metrach (czyli około 850 m od Przełęczy Przegibek) niebieski szlak odbija w lewo i ponownie wchodzimy w las. Zaczyna się strome podejście. Wędrówka nie należy do najłatwiejszych – szlak przez cały czas pozostaje nieprzetarty. Jedyne ślady, jakie widzimy na śniegu, to tropy mieszkańców lasu: saren, jeleni i lisów. Wszystko wokół wygląda bajecznie – przykryte miękką, białą pierzynką.
Po przejściu zaledwie 350 metrów docieramy do miejsca, w którym łączą się szlaki: nasz niebieski oraz żółty, prowadzący z Międzybrodzia Bialskiego (czas zejścia z tego miejsca do Międzybrodzia to ok. 1 godzina i 30 minut). Następnie kierujemy się dalej leśną dróżką. Po kilku krokach dołącza do nas kolejny szlak – czerwony, prowadzący z Mikuszowic Dworku.
Drogowskaz wskazuje, że do Schroniska PTTK na Magurce pozostało już tylko 15 minut marszu.
Idziemy prosto, a im bliżej szczytu, tym trudniejsze stają się warunki. Na szlaku zalega coraz więcej śniegu, momentami sięgającego nam po kolana. Aplikacja pokazuje 1,6 km, kiedy odbijamy w prawo i podążamy wąziutką dróżką. Na szczęście pogoda była dla nas łaskawa.
W trakcie wędrówki na horyzoncie wyłania się zaśnieżony nadajnik radiowo-telewizyjny na Magurce.

Po około dwóch kilometrach marszu od parkingu na Przegibku skręcamy w prawo i wychodzimy w pobliżu Chaty na Magurce. Muszę przyznać, że szlak jest wyjątkowo starannie i dobrze oznakowany.
Kontynuujemy wędrówkę w stronę schroniska, idąc szeroką, odśnieżoną drogą. Nareszcie nie musimy przebijać się przez zaspy śnieżne 😎
Po drodze, tuż przed schroniskiem na Magurce, mijamy Kaplicę na Magurce Wilkowickiej, która znajduje się po lewej stronie drogi.
Magurka Wilkowicka
Mamy za sobą 2,2 km, choć czujemy się, jakbyśmy przeszli znacznie dłuższy dystans. Chodzenie, a właściwie przebijanie się przez głęboki śnieg, jest naprawdę wyczerpujące. Coraz poważniej myślimy o zainwestowaniu w rakiety śnieżne. Przekonaliśmy się, że nawet Beskid Mały potrafi zaskoczyć.
W końcu docieramy do budynku Schroniska PTTK na Magurce, położonego na wysokości 909 m n.p.m.
Zanim wejdziemy do środka, podziwiamy okolicę. Wygląda jak w bajce – ośnieżone drzewa, wiszące sople i momentami przebijające się zza chmur słońce. Przy sprzyjających warunkach ze szczytu możemy podziwiać królową Beskidów – Babią Górę (Diablak), a także Pilsko, Wielką Raczę, Baranią Górę, Skrzyczne oraz Klimczok.
W oczy od razu rzucają się trasy biegowe dla narciarzy, które zajmują na szczycie dość duży teren (długość trasy około 4 km). Korzystanie z nich jest bezpłatne. Trasa biegnie częściowo przez niebieski szlak pieszy prowadzący na najwyższy szczyt Beskidu Małego – Czupel (ok. 45 minut), należący do Korony Gór Polski. Trasa jest regularnie odśnieżana przez ratraki. Widać było, że tego dnia nikt pieszo w kierunku Czupla nie maszerował.
Podjęliśmy próbę dotarcia na szczyt, niestety zakończyła się niepowodzeniem. Przy drogowskazach na Magurce wiszą zakazy i prośby o niedeptanie tras biegowych. My próbowaliśmy obejść trasę (szlak niebieski) bokiem, ale i tak wylądowaliśmy na dalszym odcinku trasy biegowej, spotykając się z oburzeniem narciarzy – mimo że poruszaliśmy się bokiem toru. W końcu zdecydowaliśmy się zawrócić i zrezygnować z dalszej wędrówki. Jest to dość kontrowersyjny temat, ponieważ trasy biegowe prowadzą przez niebieski szlak pieszy. Zastanawiam się, jakie prawa mają turyści chcący dotrzeć na Czupel.
Widoczny na zdjęciu poniżej budynek został zbudowany z myślą o obsłudze zawodów sportowych na nartach biegowych.
Schronisko PTTK na Magurce – zdjęcia
Schronisko PTTK na Magurce w środku
Przed wejściem do schroniska ściągamy raczki. W środku jest przyjemnie ciepło, a na razie nie ma żywej duszy. Zamawiamy naleśniki z jabłkami, kluski na parze z sosem jagodowym i śmietaną, aromatyczną kawę latte oraz lane czeskie piwo. Jedzenie jest ciepłe i bardzo smaczne. Szczególnie duży plus za kluski na parze – mają naprawdę wyjątkowy smak.
W ofercie schroniska znajduje się całodzienne wyżywienie, a płatności można dokonać kartą. Do dyspozycji turystów jest 56 miejsc noclegowych w pokojach dwu-, trzy-, cztero- i sześcioosobowych.
Udaje nam się również zdobyć kolejną odznakę dla synka, którą zaraz po powrocie do domu przypięliśmy do jego plecaka. Żałuję, że zaczęliśmy je zbierać tak późno. Syn ciągle powtarza, że marzy mu się cały plecak w takich górskich odznakach 😍 Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się spełnić marzenie naszego Smyka.
Na zakończenie podziwiamy zimową panoramę przez okno schroniska.
A tu rzut oka na budynek schroniska z niebieskiego szlaku na Czupel.
Tak wygląda Schronisko na Magurce Wilkowickiej w jesiennej scenerii (23 września 2020).
Na parking na Przegibku wracamy tym samym niebieskim szlakiem. Zejście z Magurki jest o wiele łatwiejsze i zajmuje nam zdecydowanie mniej czasu, ponieważ szlak jest już przetarty. Bar Gawra jest czynny, a parking pęka w szwach.
Zdradzę, że mamy już za sobą kolejną wycieczkę w Beskid Mały, która obfitowała w trudne warunki pogodowe i wymagający szlak. Wpis jest aktualnie w przygotowaniu. Póki co zima nie odpuszcza i trzeba mądrze dobierać trasy. Na Babiej Górze ogłoszono trzeci stopień zagrożenia lawinowego, a w Tatrach wróciła czwórka. Pamiętajcie, aby dobierać trasy do panujących warunków i na bieżąco śledzić prognozy pogody. Polecam także sprawdzanie aktualnych warunków na stronie: GOPRu
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic






































Góry mają moc ? na mnie działają jak magia . Wszystkiego dobrego życzę.
Zdecydowanie tak! Mam dokładnie tak samo… 🙂 Dziękuję i również życzę WSZYSTKIEGO DOBREGO, pozdrawiam 🙂
Z tym zawłaszczeniem szlaku przez narciarzy to jakieś przegięcie… Tak jak z dzikimi rowerzystami na niektórych szlakach pieszych!!!
Niestety, Pani Magdo… jest to coraz częstsze zjawisko na beskidzkich szlakach. Myślę, że dałoby się to pogodzić – w końcu góry są dla wszystkich. Wystarczyłoby wyznaczenie ścieżek i jasne komunikaty którędy można się poruszać, aby nie narażać się na nieprzyjemności. Pozdrawiam serdecznie.