W planach mieliśmy wycieczkę do zupełnie innego, bardzo widokowego miejsca na Słowacji, ale pogoda zupełnie nie zachęcała do pieszych wędrówek. Mgła utrzymywała się od samego rana i nie zamierzała ustąpić, więc na jakiekolwiek panoramy nie było najmniejszych szans. Przeglądając mapę, trafiliśmy na Chatę Gírová – miejsce, którego jeszcze nie mieliśmy okazji odwiedzić. Po analizie dostępnych tras jednogłośnie zdecydowaliśmy się na czerwony szlak z Mostów koło Jabłonkowa. To był strzał w dziesiątkę! Początek trasy wymaga nieco większego wysiłku, natomiast druga część to już spokojny, bardzo przyjemny spacer. Na niespełna czterech kilometrach pokonuje się około 260 metrów przewyższenia. My trafiliśmy na sporo błota, a opadnięte liście sprawiały, że miejscami było naprawdę ślisko. Wizyta w Chacie Gírová okazała się bardzo udana – jesienią to miejsce ma wyjątkowy klimat. W środku jest ciepło, przytulnie i gwarno.
Trasa: Mosty u Jablunkova (szlak czerwony) – Studeničný (rozc.) – Studeničný (chata) – Štipanka – Chata Gírová – powrót tą samą trasą
Dystans: około 8 km*
Czas przejścia: około 3 h*
Minimalne wzniesienie: 515 m
Maksymalne wzniesienie: 776 m
*w obie strony
Przy okazji naszej wycieczki mieliśmy okazję po raz pierwszy przejechać się nowo otwartym, górskim odcinkiem drogi ekspresowej S1 Przybędza – Milówka. Z naszego rodzinnego miasta, Bielska-Białej, kierowaliśmy się w stronę polsko-słowackiej granicy w Zwardoniu. Czas przejazdu do Zwardonia zdecydowanie się skrócił – pokonaliśmy trasę w zaledwie 30 minut, bez korków. Na nowym odcinku jechaliśmy przez wysokie estakady i długie tunele. Droga poprowadzona jest naprawdę wysoko i robi świetne wrażenie. Szkoda jedynie, że tego dnia widoczność była słaba, bo widoki z pewnością byłyby spektakularne.
Mosty u Jablunkova parking
Bezpłatny parking znaleźliśmy w sąsiedztwie Hotelu Grůň. Jego współrzędne podajemy poniżej. W sobotę, 15 listopada, było tu całkiem sporo zaparkowanych samochodów, ale mimo to bez problemu znaleźliśmy wolne miejsce.

Z parkingu ruszyliśmy w stronę budynku Hotelu Grůň. Tuż za hotelem weszliśmy na czerwony szlak, skręciliśmy w prawo i zaczęliśmy strome podejście pod górę stoku. Z góry schodziło kilka grupek turystów, natomiast my byliśmy jedynymi, którzy akurat wspinali się czerwonym szlakiem. Sam odcinek podejścia ma około 200 metrów.
0,3 km – Na górze stoku, tuż za drewnianą budką, czerwony szlak odbija na leśną ścieżkę. Trasa wciąż prowadzi lekko pod górę, ale już nie tak stromo jak wcześniej. Idąc przez las, warto zachować czujność, ponieważ szlak przecina trasa rowerowa – na szczęście miejsce to jest bardzo dobrze oznaczone. Jak już wspominałam, na drodze nie brakowało błota, a miejscami pojawiały się kamienie i wystające korzenie. Bezlistne drzewa, mgła i panująca wokół cisza tworzyły niesamowity klimat.
0,9 km – Podejście doprowadziło nas do rozwidlenia. Czerwony szlak wiódł dalej tą samą ścieżką, odbijając delikatnie w lewo. Mgła gęstniała z każdym kolejnym krokiem.
Studeničný (rozc.)
1,2 km – Dotarliśmy do skrzyżowania czerwonego i niebieskiego szlaku, położonego na wysokości 660 m n.p.m. Z tabliczki wynikało, że do Chaty Gírová pozostało nam jeszcze 2,5 km. W tym miejscu znajduje się drewniana wiata turystyczna, którą udało mi się sfotografować dopiero w drodze powrotnej – podczas podejścia była zajęta przez dużą grupę turystów. 😉
Kierowaliśmy się dalej czerwonymi znakami szeroką i wygodną drogą. Nachylenie terenu było tu minimalne.
Studeničný (chata)
1,8 km – Czerwony szlak wyprowadził nas na drogę dojazdową do Górskiej Chaty Studeničné, położonej na wysokości 712 m n.p.m. Stąd drogowskaz wskazywał, że do Chaty Gírová pozostało jeszcze 1,5 km.
Na jednym z drzew znajdował się drogowskaz informujący, że stąd można dojść do Trójstyku CZ–PL–SK w Jaworzynce (9 km). Więcej informacji o tym miejscu znajdziesz pod tym linkiem: Trójstyk w Jaworzynce
Po około 200 metrach czerwony szlak skręcił w lewo na wąską leśną ścieżkę, podczas gdy w prawo odbijał szlak zielony. Ścieżka prowadziła dalej pod górę. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach wyszliśmy z powrotem na szeroką, utwardzoną drogę. Od tego momentu wędrowaliśmy nią wzdłuż ogrodzenia. Ten odcinek był bardzo wygodny, a unosząca się mgła dodawała mu wyjątkowego klimatu.
2,5 km – Gdy minęliśmy dom widoczny na powyższym zdjęciu, czerwony szlak odbił z szerokiej drogi w prawo i poprowadził nas pod górę. W tym miejscu błota było chyba najwięcej. Dalej weszliśmy na bardziej leśną drogę, która również wymagała od nas odrobiny wysiłku.
Štipanka
3 km – Ponownie wyszliśmy na szeroką drogę, przy której stał słup z tabliczką „Štipanka 740 m” oraz drogowskazami. Z jednego z nich dowiedzieliśmy się, że do Turystycznej Chaty Gírová czerwonym szlakiem pozostało nam już tylko 0,5 km. W tym miejscu dołączył do nas zielony szlak.
Od tego miejsca wędrowaliśmy szeroką i wygodną leśną drogą. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę, by odpocząć na drewnianej, zadaszonej ławce. Oczywiście ja biegałam z aparatem, fotografując pajęczyny ozdobione kroplami jesiennej rosy.
Chata Gírová w Czechach
3,7 km – Szeroka leśna droga doprowadziła nas pod samą Chatę Gírová, położoną na wysokości 775 m n.p.m. pod szczytem Girowej, na który niestety, ze względu na późną godzinę, nie zdecydowaliśmy się wejść. Z tabliczki wynika, że budynek schroniska pochodzi z 1932 roku. Widać jednak, że niedawno został wyremontowany.
Na zewnątrz znajduje się mnóstwo miejsc do siedzenia. Z tyłu budynku jest duży taras z dostępnymi dla turystów stołami i ławkami oraz kącik z tablicą dla najmłodszych. Nic dziwnego, miejsce to cieszy się ogromną popularnością wśród turystów. Uwagę przyciąga również basen znajdujący się tuż przy tarasie, prawdopodobnie wykorzystywany latem przez gości chaty.
Oczywiście w schronisku istnieje możliwość noclegu. Według informacji na Wikipedii dostępnych jest 51 miejsc noclegowych. W sąsiedztwie budynku znajduje się także drewniana scena, jest też miejsce na biwakowanie.
Już w domu mieliśmy w planach wejść do schroniska i zamówić coś pysznego. Tak też zrobiliśmy. Przed drzwiami przywitał nas merdający ogonkiem, puchaty piesek. Wrażenie robiły także jesienne dekoracje umiejscowione nieopodal drzwi wejściowych. W środku było tłoczno i gwarno. Było także bardzo ciepło. Nie było jednak kolejki; zamówiliśmy trzy porcje gulaszu z knedlikiem. Porcje były obfite i niezwykle smaczne. Oczywiście zakupiłam też widokówkę do mojej kolekcji kartek miejsc, które odwiedziliśmy.
Zejście na parking na pozór poszło nam szybko, choć w wielu miejscach musieliśmy zachować ostrożność – przez duże ilości błota na trasie było naprawdę ślisko (nie wspominając już o myciu butów po wycieczce 🫣). Takie są właśnie uroki listopadowych wędrówek. Jednak klimat na szlaku wynagradza wszystkie te niedogodności.
Pisząc ten artykuł, wyjrzałam za okno – widok był niesamowity. Zresztą zobaczcie sami, jak wspaniale prezentował się Beskid Mały. Deszcz i mgły w końcu odpuściły. Ciekawe, na jak długo. 😉
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic








































