Turbacz z Nowego Targu, osiedle Oleksówki – Gorce

Gorce odwiedziliśmy po raz pierwszy. Są to góry leżące w Beskidach Zachodnich, postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt w Gorcach – Turbacz. Obraliśmy jedną z tras biegnącą z Nowego Targu.

Trasa: Nowy Targ , osiedle Oleksówki (żółty szlak) – Pod Krzyżem – Polana Rusnakowa (Kaplica Papieska) – Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu (czerwony szlak) – Turbacz – powrót tym samym szlakiem

Dystans: ponad 17 km 

Czas trwania:  ponad 5 h (sam przemarsz, z dzieckiem i wózkiem)

Minimalne wzniesienie: 797 m

Maksymalne wzniesienie: 1353 m

Parametry według aplikacji Endomondo – #pomocmierzonakilometrami

Sobota, pobudka o 4:30 😉 Pakowanie, oganianie i w drogę. Syn obudził się zupełnie sam, nie ukrywając radości z faktu, że znowu jedziemy w góry. Z Bielska – Białej pokonujemy dystans około 115 km (w jedną stronę).  Droga do Nowego Targu przyjemna, bez większych utrudnień. Po wjeździe do miasta kierujemy się na Kowaniec, dojeżdżamy do osiedla Oleksówki i przed samym lasem parkujemy nasz samochód. Po prawej stronie znajduje się urocza kapliczka.

Jesteśmy na szlaku żółtym, którym będziemy się kierować na szczyt. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że bezchmurne niebo nie jest gwarancją świetnej widoczności w górach. Choć z trasy na Turbacz, którą obraliśmy świetnie widać Tatry – my mogliśmy nacieszyć oczy ich widokiem jedynie zza mgły… Oczywiście nie narzekam, ponieważ zrekompensowała nam to przyroda, występująca na szlaku w dużej różnorodności i obfitości. Dla takiego wrażliwca jak ja – raj na ziemi 🙂

Motyl – pawie oczko

Model – Pan Jaszczur

Przed nami kamienista droga przez kilometr pnąca się w górę. W ostatnich dniach sporo padało, więc na większości szlaku zalegało błoto. Momentami szło się po wodzie, która potokiem spływała w dół. Dla naszego syna były to wymarzone warunki. Radość na całego.

Zalegające błoto na szlaku

Po drodze mijamy kilka domów. Mieszkać w takim miejscu – marzenie. Rozciągają się tu naprawdę ładne widoki.

Mokro i ślisko na szlaku

Kończy się podejście i dochodzimy do pierwszej polany. Przed nami przyjemna, prosta droga. Oczywiście nadal z dużą ilością błota.

Maszerujemy dalej. Wczesna pora, leśna droga, a w powietrzu duża wilgoć. Rześko… bardzo rześko…

Przed nami kolejna urokliwa polanka. Na tym odcinku można podziwiać motyle. Jest ich tu naprawdę sporo.

Za nami 1.75 km, dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas że od szczytu dzieli nas 2 godziny drogi.

Kierujemy się nadal tą samą drogą, lekko skręcając w prawo. Tutaj również nasz żółty szlak łączy się z czerwonym szlakiem rowerowym.

Na 3.30 km zaczyna się strome podejście mierzące 600 metrów. Warunki nadal takie jak na początku szlaku. Trzeba uważać, bo jest dość ślisko. Odczuwalne to jest szczególnie podczas drogi powrotnej, kiedy schodzi się w dół.

Następnie dochodzimy do miejsca, w którym łączy się nasz szlak z czarnym. Zaczyna się, szeroka droga, prowadząca wzdłuż urokliwej polany. Mijają nas pojedynczy ludzie. Droga relaksowa, na której można ogrzać się w promieniach słońca.

Mamy za sobą 5.55 km, droga znowu pnie się w górę. Błota i płynącej wody pod dostatkiem. Po przejściu 0.90 km dochodzimy do Polany Rusnakowej.

Polana Rusankowa – Kaplica Papieska

Na Polanie Rusnakowej znajduje się drewniana Kaplica Papieska – Kaplica Rzymskokatolicka Pw. Matki Boskiej Królowej Gorców. W której odbywają się „polowe msze święte”. Nabożeństwa odbywają się w każdą sobotę (od 26 kwietnia do końca września). Nabożeństwa cieszą się dużym zainteresowaniem, nie brakuje na nich ratowników GOPR, harcerzy, czy też myśliwych. Oczywiście każdy może wziąć udział w takim nabożeństwie.

Jest to naprawdę wyjątkowe miejsce. Roi się tu od motyli. Wyjątkowych motyli. Latały nam koło głów, słyszeliśmy trzepot ich skrzydeł. Niesamowite doznanie. Niektóre z nich były naprawdę duże. Wystarczy wystawić rękę, aby jakiś usiadł na ręce. W ogóle się nie bały kontaktu z ludźmi.

Upatrzyły sobie karocę Queridoo naszego synka

Od Polany Rusankowej mamy jeszcze do przebycia 2 kilometry na szczyt. Wracamy na szlaki. Pomiędzy drzewami, po prawej stronie ukazuje się nam tablica informująca nas o przebiegu SZLAKU PAPIESKIEGO w Gorcach.

Tablica informacyjna przedstawiająca SZLAK PAPIESKI w Gorcach

Robimy zaledwie 0.60 km od Kaplicy i dochodzimy do łączenia się kilku szlaków prowadzących na Turbacz (nasz – żółty, zielony, czarny oraz niebieski). Po drodze mijamy brzozowy krzyż poświęcony pamięci Żołnierzy Wyklętych – Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Ludowej Straży Bezpieczeństwa, Zgrupowania „Błyskawica” Józefa Kurasia „Ognia” oraz partyzantów postogniowego oddziału „Wiarusy”.

Pomnik upamiętniający Żołnierzy Wyklętych

Teraz schodzimy z szerokiej drogi i wchodzimy na krótki, wąski oraz skalny odcinek pnący się w górę. Jest dość trudny do pokonania (szczególnie z wózkiem). Tak jak wspominałam powyżej jest to dość trudny – kamienisty / skalny odcinek. Momentami dość wąski i stromy. Czasem ciężko jest się tu nawet wyminąć (z wózkiem) z innymi turystami. Syn pięknie pokonał ten odcinek na własnych nogach. Jesteśmy dumni!

Zdjęcie zrobione podczas schodzenia ze szczytu

Po chwili dochodzimy do Schroniska PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu, ale to nie jest jeszcze szczyt. Schronisko znajduje się poniżej szczytu Turbacz.

Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu

Schronisko na Turbaczu znajduje się przy granicy z Gorczańskim Parkiem Narodowym. Położone jest na wysokości 1283 m n.p.m. Usytuowane jest na brzegu polany Wolnica, zaliczającej się do Hali Długiej.

Schronisko jest naprawdę duże. Przy schronisku nie brakuje stolików, leżaków dla turystów oraz zadaszonego miejsca wyznaczonego na ognisko. Można zjeść, napić się i odpocząć przed zdobyciem Turbacza. Z tarasu schroniska można podziwiać panoramę Pienin i Tatr (Tatr Bielskich z Hawraniem przez Tatry Wysokie z Łomnicą, Gerlachem, Wysoką i Świnicą, Kasprowy Wierchem, Bystrą, Banówką).

Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu

Naszą uwagę ściąga również drewniana chatka, która jak się okazuje jest Muzeum Kultury i Turystyki Górskiej PTTK, istniejące od 1980 roku. W którym możemy poznać między innymi dzieje schroniska na Turbaczu. Muzeum wygląda na nieczynne…

Muzeum Kultury i Turystyki Górskiej PTTK

My nie decydujemy się na odpoczynek przy samym schronisku. Ruszamy od razu przed siebie. Skręcamy w lewo i wchodzimy na leśną dróżkę.

Skręciliśmy w lewo, ostatni rzut okiem na Schronisko na Turbaczu

Teraz czeka nas przyjemna ścieżka wprost na szczyt Turbacz. Nasze pierwsze skojarzenie – jest jak na końcówce trasy na szczyt Polica (sporo połamanych drzew, z tą różnicą, że wszystko pięknie pousuwane ze ścieżki).

Turbacz 1310 m n.p.m.

Od samochodu pokonaliśmy 8.70 km i jesteśmy na szczycie! 🙂 Znajduje się tu charakterystyczny pomnik wykonany z betonu, informujący nas o zdobyciu upragnionego celu, czyli szczytu mierzącego 1310 m n.p.m. 

Betonowy pomnik na Turbaczu

W końcu nadszedł czas na odpoczynek. Rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik. Nasze brzuchy domagały się już od dłuższego czasu jedzenia. Na szczycie panuje bardzo przyjazna atmosfera, są stoliki z ławeczkami. Można wygrzać się w promieniach słońca. Posiedzieliśmy tu trochę. Syn nie chciał wracać, tak dobrze się bawił w swoje wypadki samochodowe. Szczerze mówiąc nam też nie uśmiechało się wracać. Pogoda dopisywała, było tak przyjemnie… Niestety czekała nas jeszcze długa droga do Bielska, a było już późne popołudnie.

Powrót tą samą trasą. Ze szczytu szlak czerwony, następnie od Schroniska na Turbaczu szlak żółty. Schodząc w dół momentami bardzo ślisko. Trzeba uważać na zalegające błoto – łatwo podjechać.

Wracając spotkaliśmy starszego pana, który raźnie maszerował w stronę Turbacza – bez butów. Byliśmy pełni podziwu. Rozmawialiśmy z nim przez chwilkę, wydawał się bardzo sympatyczny. Jak się chce, to można. Moja pierwsza myśl: Co tam błoto na butach… Myślę, że o takich ludziach warto wspomnieć.

Po dojściu do samochodu (w pierwszej kolejności) trzeba było przebrać buty, otrzepać błoto z wózka. Spakować się i ruszać do domu. Dojeżdżając do Żywca naszym oczom ukazał się spektakularny zachód słońca. Na koniec wycieczki mogliśmy nacieszyć jeszcze oczy widokami. Oczywiście musieliśmy się zatrzymać i zrobić kilka zdjęć. Cała ja! 😉

Zachód słońca i jezioro Żywieckie

Zachód słońca i jezioro Żywieckie

W domu byliśmy po 20:00. To był naprawdę udany dzień! Wspomnienia, których nam nikt nie odbierze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons