Oaza spokoju – Jałowiec z Stryszawy Roztoki

Nasza czwartkowa wycieczka ze względu na drobną kontuzję musiała być nieco krótsza. Padło na Beskid Żywiecki. A konkretnie na szczyt, o łatwej do zapamiętania wysokości 1111 m n.p.m. Mowa o Jałowcu… jak dla mnie OAZA CISZY i SPOKOJU. Miejsce, które każdy górski maniak powinien odwiedzić.

Trasa: Stryszawa Roztoki (szlak żółty) – Krawcowa Polana (szlak niebieski) – Jałowiec – Przełęcz pod Jałowcem – powrót tym samym szlakiem

Dystans: 10.61 km

Czas trwania: ponad 4:00 h (z dzieckiem i wózkiem)

Minimalne wzniesienie: 602 m

Maksymalne wzniesienie: 1156 m

Parametry z aplikacji endomondo

Człowiek, który chce dobrze wypocząć musi mieć ciszę, spokój, zieleń, powietrze, tak jak Chrystus powiedział: „Pójdźmy na odosobnienie odpocząć maluczko”.   Kardynał Stefan Wyszyński, Stryszawa Sierpień 1965 r (Cytat wprost ze szczytu Jałowca)

Pobudka o świcie, pakowanie i w drogę. Syn rozpromieniony – kocha te nasze szalone wypady w góry. Nasz cel? Stryszawa Roztoki leżąca w województwie małopolskim. Około godziny drogi z Bielska – Białej. Dojeżdżamy do leśnego parkingu. Miejsca pod dostatkiem. Wspaniałe zagospodarowany teren, z dużą dbałością o komfort przybywających na szlaki biegnące ze Stryszawy.

Parking – Stryszawa Roztoki

Cały szlak starannie oznaczony – nie ma możliwości na pomyłkę. Co kawałek ławeczki umożliwiające wygodny odpoczynek oraz sporo tablic informacyjnych. Dużo chodzimy po górach, ale to jest jedno z przyjaźniejszych miejsc turystom.

Swoją wędrówkę zaczynamy żółtym szlakiem, do którego musimy podejść drogą asfaltową około 0,5 km. Tutaj też skręcamy w lewo. Naszym oczom ukazuje się wodospad, obok którego nie da się przejść obojętnie. Schodzimy niżej i dostrzegamy, że po drugiej stronie są drewniane schodki umożliwiające zejście pod sam wodospad.

Kontynuujemy wędrówkę kierujemy się dalej asfaltem jeszcze jakieś 400 m i skręcamy w lewo, mijamy szeroki drewniany most.

Drewniany most na szlaku

Zbaczamy ze szlaku, skręcamy w lewo, aby podejść pod sam wodospad. Tak jak wspominałam schodzimy stromymi schodami w dół. Wodospad jest naprawdę efektowny… Nasz synuś prze szczęśliwy, bo może powrzucać kamienie do wody. Początek szlaku, a tu takie atrakcje… Dziecko potrzebuje naprawdę niewiele do pełni szczęścia.

Schodki prowadzące do wodospadu

Skały, wodospad i ja

Wracamy na szlak. Zaczyna się leśna ścieżka przyrodnicza im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Mijamy również pomnik poświęcony Kardynałowi.

Pomnik upamiętniający Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Kierujemy się na Krawcową Polanę. Drogowskazy wskazują 45 minut drogi. Natomiast na szczyt Jałowca 1:10 h. Wydaje mi się, że pokonanie tej trasy w tak krótkim czasie nie jest za bardzo możliwe. Szlak momentami nie jest łatwy.

Po chwili przemarszu skręcamy w lewo. Zaczyna się dróżka leśna, kamienista, momentami skalna. Początkowo wąska. Kamienie z rana były jeszcze mokre, przez co było ślisko. Ostrożność obowiązkowa! Szczególnie z dzieckiem 😉 Pniemy się w górę. Jest dość stromo.

Po kilometrze przecinamy szeroką drogę, po to, aby wejść znowu do lasu. Tutaj idziemy szeroką drogą, przejezdną dla samochodów terenowych. Nas tego dnia nie mija żaden, ale widać, że pojedyncze dwuślady poruszają się tu.

Mały mieszkaniec lasu

Czas wyjść z lasu. Teraz poruszamy się szeroką dróżką prowadzącą między drzewami. Można nałapać trochę słońca. W dniu naszej wycieczki było go pod dostatkiem. Po 300 m wracamy na leśną ścieżkę. Mamy za sobą 3 km drogi od parkingu.

Krawcowa Polana

Docieramy do miejsca, w którym kończy się szlak żółty, a zaczyna się szlak niebieski – to nim będziemy kontynuować naszą wycieczkę, Miejsce to jest nazywane Krawcową Polaną. Oczywiście obowiązkowo jest tu ławeczka, na której postanowiliśmy odpocząć. I zachęcam do tego, ponieważ przed nami bardzo strome i długie podejście. Drogowskaz wskazuje, że do szczytu Jałowca dzieli nas 40 minut drogi. Z dzieckiem – niemożliwe, szczególnie, że syn praktycznie całą drogę idzie na własnych nóżkach. Duma mnie rozpiera 😉

Mija nas rowerzysta. Jest to wręcz idealna trasa dla rowerzystów. Zresztą prowadzi tu rowerowy szlak -czerwony. Żałuję, że mam zakaz jazdy na rowerze. W sierpniu 2016 r zrobiłam ponad 280 km (z dwuletnim synkiem w foteliku) na dwóch kółkach. Niestety przez fatalny stan mojego kręgosłupa musiałam znaleźć inną pasję – na szczęście poznałam smak gór… Codzienne ćwiczenie – wzmacnianie mięśni weszło mi we krew, dzięki temu mogę chodzić po górach. Mimo, że kręci się łezka w oku – jestem szczęśliwa.

Dobrze koniec tych osobistych wstawek 😉 Po 0.40 km zaczyna się strome podejście – bardzo strome podejście i długie. Mierzy aż 1.30 km. To jest najcięższy odcinek na tym szlaku. Nasz syn często prosił o przerwę i picie. Wyciągnięcie wózka też nie należało do prostych. Brawa dla mojego męża!

Mamo, tato! Znowu podejście

Po wdrapaniu się pod górę wychodzimy na dróżkę na której czeka nas jeszcze jedno podejście, a potem prosta droga prowadząca wprost na szczyt Jałowca.

Odpoczynek na ławeczce z takimi widokami

Jeszcze podejście do pokonania

Kawałek dzieli nas od szczytu Jałowca

Jałowiec 1111 m n.p.m.

Mamy za sobą 4.42 km przemarszu. Szczyt jest niesamowity… Jałowiec jest jest najwyższą kulminacją pasma Jałowieckiego. Nie brakuje tu krzaczków borówki czernicy. Nie potrafię tego opisać, ale jest tu wyjątkowy spokój i cisza. Mimo, że przewijają się tu pojedynczy turyści, jest magicznie. Rozmawiałam ze starszą panią, która była z mężem dzień wcześniej na Babiej Górze i niestety mimo pogody w nizinach, widoków na „Babiej” brak. Podziwianie uniemożliwiała mgła. Zachwycała się Jałowcem… Stwierdziła nawet, że jest to jedno z piękniejszych miejsc w Beskidach. Mogłabym się pod tym podpisać – jest wyjątkowe, to na pewno.

CIEKAWOSTKA!  Szczyt jałowiec nazywany jest również szczytem Przedbabiogórskim

Z Jałowca rozciąga się wspaniała panorama. W kierunku południowym i zachodnim widać pasma od Beskidu Śląskiego (Skrzyczne), Żywieckiego (Babia Góra 1725 m n.p.m., Mędralowa, Pilsko 1510 m n.p.m., Romanka), Małego, Makowskiego, Magury Orawskiej i Małej Farty.

W kierunku południowym rozciąga się Hala Trzebuńska zwana też Kubulkową. Oczywiście swego czasu na hali pasterze wypasali owce.

Na szczycie od razu naszą uwagę przyciąga stojący tu krzyż poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.

Krzyż poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu

Na szczycie odpoczywa grupa turystów z Poznania. Miło jest słuchać jak zachwycające są dla nich nasze rejony. Cytat jednego z turystów: „Tu są łąki, trawy, Agata zrobiła nawet wianek z kwiatów. Tu jest inaczej niż w Tatrach, ale jest pięknie…” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie docenia naszych Beskidów, ale jak już tu przyjadą zmieniają zdanie na temat naszych gór.

Na szczycie obowiązkowy odpoczynek. Tutaj można siedzieć i siedzieć… Nam zeszły ze dwie godziny. Jedzenie, zabawa samochodzikiem, piłeczką, dyskiem… Łapałam promienie słońca i rozkoszowałam się chwilą.

Tor z przeszkodami, zabawa na szczycie Jałowca

Jako ciekawostkę dodam, że dla osób, które chętnie odwiedzają schroniska na szczycie jest drogowskaz informujący nas, że 20 minut dzieli nas od jednego z nich. Oferują w nim ciepłe posiłki, zimne napoje i oczywiście nocleg.

Postanowiliśmy jeszcze kawałek przejść się żółtym szlakiem. Przyjemną, leśną dróżką (idącą w dół) doszliśmy do Pod Jałowcem i postanowiliśmy zawrócić. Syn był bardzo rozczarowany, że już wracamy. Przyzwyczajony jest do dystansów około 20 km… a tu taka krótka trasa 🙂

Droga do schroniska

Powrót tą samą drogą. Co to oznacza? Strome zejścia… Oj, nogi aż się trzęsą po takich długich, kamienistych zejściach. Mimo, że jesteśmy stałymi bywalcami w górach zmęczenie dawało się we znaki po tak krótkiej trasie. Słońce na szczycie Jałowca i brak nakrycia głowy zrobiło swoje. Zachęcam do zabrania na ten szlak kijków, są bardzo pomocne przy zejściu.

Uwaga! W tym roku jest naprawdę sporo kleszczy na szlakach. OFF obowiązkowo powinien się znaleźć w plecaku każdego wędrownika. Mimo, że się popsikałam preparatem, mąż zdjął z mojej dłoni raźnie maszerującego kleszcza… Za każdym razem mamy nieprzyjemności z tymi pajęczakami na szlakach. Ostrożność obowiązkowa!

Dotarliśmy do samochodu, czas wracać do domu, przed nami jeszcze godzinka w trasie.

Motylek (?) pijący nektar wprost ze szlaku

Planujemy kolejną wycieczkę na Jałowiec, ale tym razem zimą. Cisza i spokój panująca na szczycie, jak najbardziej zachęca do powrotów 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons