Sarnia Skała szlak z Doliny Strążyskiej

Dziecko na szczycie Sarnia Skała, obrócone tyłem, trzymające w rączce flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle Tatry oraz błękitne niebo Ani się obejrzałam, a już minął ponad miesiąc nowego roku. A ja dopiero dzisiaj uporałam się z opisem szlaku z naszej listopadowej wycieczki na Sarnią Skałę, no ale lepiej późno niż wcale. To był kolejny spontaniczny wypad w góry. Tym razem padło na Tatry Zachodnie. Oczywiście te nasze spontaniczne, jednodniowe wyjazdy wiążą się z bardzo wczesnym wstaniem z łóżka, do czego zdążyliśmy się już zresztą przyzwyczaić. Z naszego rodzinnego miasta do pokonania mamy 120 km, aby znaleźć się na tatrzańskich szlakach. Lubię te nasze poranne podróże, ponieważ możemy obserwować budzący się do życia dzień. A ten zapowiadał się od samego początku wyjątkowo obiecująco.

Trasa: Dolina Strążyska (szlak czerwony) – Polana Strążyska  (szlak czarny/żółty)- Wodospad Siklawica – (szlak czarny) Czerwona Przełęcz – Sarnia Skała (szlak czarny) – Czerwona Przełęcz – Dolina Białego (szlak żółty/czarny)- Dolina Ku Dziurze – Dolina Strążyska

Data: 8 listopad 2018

Dystans: około 11:40 km

Czas trwania: niecałe 5:00 (sam przemarsz, z dzieckiem)

Minimalne wzniesienie: 912 m

Maksymalne wzniesienie: 1417 m

Parametry z aplikacji endomondo

Mała aktualizacja! Uzupełniłam wpis o kilka zdjęć z naszej ostatniej wyprawy na Sarnią Skałę – maj 2019.

Parking Dolina Strążyska

Dojeżdżamy na miejsce 🙂 Zapewniam Was, z parkingami nie ma tu najmniejszego problemu. Co kawałek kuszą nas tabliczki z napisem wolne miejsca. My wybieramy jeden z parkingów leżący kilka metrów od kasy Tatrzańskiego Parku Narodowego, znajdujący się na jednej z  prywatnych posesji. Jesteśmy dość wcześnie, parking jest całkowicie pusty. Zostajemy miło przywitani przez zaspanego jeszcze właściciela 🙂 Płacimy 10 zł – za cały dzień postoju. Ubieramy plecaki, ciepłe rękawiczki i ruszamy w poszukiwaniu przygody. Jest dość zimno, a w powietrzu czuć dużą wilgoć. Poranki w listopadzie są takie rześkie…

Tatrzański Park Narodowy Cennik

Kierujemy się prosto na kasę TPN i kupujemy bilety. Ceny jakie obowiązują to 5 zł za osobę dorosłą oraz 2.50 zł za  dziecko (w wieku szkolnym). Nasz synuś mając cztery lata wchodzi za darmo. Podany ceny obowiązują we wszystkich kasach TPN.

Kierujemy się czerwonymi znakami. Idziemy szeroką, prostą drogą. Co kawałek mijamy urocze mostki. Próbowałam je liczyć, ale to mijało się z celem 🙂 Przechodzimy również obok Leśniczówki.  Drogę urozmaica nam szum Strążyskiego Potoku. W powietrzu czuć potężną wilgoć, przez którą jest dość zimno. Póki co na szlaku nie ma żywej duszy. Kocham ten spokój w jesienne dni w Tatrach… W takich chwilach zawsze przypomina mi się droga na Morskie Oko. Dokładnie rok temu, 14 lutego mieliśmy okazję wybrać się na najpopularniejsze jezioro w Tatrach. Przyznam się Wam, że tego dnia zraziłam się do tatrzańskich szlaków. Na szczęście szybko zrozumiałam, że trzeba wyszukiwać mniej oblegane miejsca, mniej rozreklamowane i nieco trudniej dostępne (bez dorożek). Najbardziej denerwowało mnie narzekanie ludzi na prostej drodze prowadzącej do słynnego jeziora… No, ale na szczęście to tylko wspomnienia, bo choć miejsce jest piękne, trzeba byłoby się udać nieco dalej, aby znaleźć to co lubię najbardziej… ciszę i spokój 🙂 Po drodze mijamy tablicę upamiętniającą sławę Edwarda Jelinka.

Mijamy kolejny mostek, naszym oczom ukazuje się Polana Strążyska oraz potężna ściana Giewontu.

Polana Strążyska

Mamy za sobą 2.60 km przyjemnej, niewymagającej za dużo wysiłku drogi. Wchodzimy na niedużą Polanę Strążyską położoną na wysokości 1020–1060 m n.p.m., na której znajdują się szałasy pasterskie oraz po lewej stronie HERBACIARNIA, która w dniu naszej wycieczki jest nieczynna. Prawdopodobnie działa tylko w sezonie letnim. Krzyżuje się tu również kilka szlaków. Przechodzi przez nią Ścieżka nad Reglami (szlak czarny).  Skręcając w prawo i kierując się czerwonymi znakami, po niespełna trzech godzinach stanęlibyśmy na szczycie Giewontu, który zresztą jest stąd doskonale widoczny, a konkretniej jego północna ściana. Oj… kusił nas ten Giewont, kusił. Braliśmy nawet pod uwagę zmianę planów, ale niestety nie dysponowaliśmy odpowiednią ilością czasu, aby z dzieckiem zdążyć zdobyć Giewont i wrócić do samochodu przed zmrokiem. Szczególnie, że trasa jest zdecydowanie bardziej wymagająca, niż ta na Sarnią Skałę. 

Odpoczywamy chwileczkę na ławce, robimy kilka zdjęć. Mijają nas też pierwsi turyści.

Przez chwilkę kierujemy się czarnymi znakami, dochodzimy do drogowskazu i przechodzimy na żółty szlak prowadzący do wodospadu Siklawica, skręcamy w lewo. Od wodospadu dzieli nas zaledwie 15 minut drogi.Maszerujemy kamienistym chodnikiem, po którym nie idzie się za wygodnie – jest dość ślisko, trzeba pewnie stawiać każdy krok. Po drodze mijamy mostek.

Wodospad Siklawica

Przy wodospadzie jesteśmy całkiem sami. Jest on bardzo efektowny, mierzy 23 metry i znajduje się na północnej stronie ściany Giewontu. Woda pryska we wszystkich kierunkach. Warto się skusić i zboczyć nieco ze szlaku prowadzącego na Sarnią Skałę. Oczywiście nie obyło się bez przerwy na zabawę oraz zdjęć.uśmiechnięte dziecko na tle Wodospadu Siklawicadziecko stojące tyłem na tle wodospadu SiklawicaPo około 20 minutach decydujemy się kontynuować wędrówkę. W końcu to dopiero początek, a przed nami jeszcze sporo drogi.

 

Wracamy żółtymi znakami, kamienistą drogą do drogowskazu, przy którym skręcamy w prawo. Od teraz interesuje nas czarny szlak. Szacowany czas dojścia na Sarnią Skałę to 55 minut. Nam oczywiście zajmuje to troszkę więcej czasu. Szczególnie, że będzie stromo w górę. Nasz syn musi robić dość częste przerwy. Początkowo do pokonania mamy kamienne schody, stromo pnące się w górę, następnie idziemy pnącą się w górę dróżką.

Czerwona Przełęcz

Mamy za sobą 4.70 km. Dochodzimy do Czerwonej Przełęczy, położonej 1303 m n.p.m. Jest to miejsce zagospodarowane tak, aby strudzeni turyści mogli odpocząć. Ławek jest tu pod dostatkiem. Drogowskaz wskazuje 10 minut drogi na Sarnią Skałę.

Przed nami kolejne strome, kamieniste podejście prowadzące przez las. Po chwili wychodzimy z lasu na małą polankę. Na niebie ukazało się pełne słońce, aż się nie chce wierzyć, że mamy listopad… Z czasem jesteśmy dość dobrze. Bez zastanowienia rozkładamy koc, zrzucamy z siebie kurtki i ogrzewamy się w promieniach listopadowego słońca. Rozkoszujemy się idealnie widocznym z polany Giewontem. Patrząc na wschód widzimy Dolinę Białego oraz Przełęcz Białego. Widoki są naprawdę imponujące. Przy szczycie Sarniej Skały pojawia się coraz więcej turystów.Od szczytu Sarniej Skały dzieli nas już tylko jedno bardzo strome, skalne podejście. Można powiedzieć, że czeka nas mała wspinaczka. Nasz syn był pod wrażeniem tego odcinka 🙂 Jest to kolejny szczyt w Tatrach Polskich, który mimo niepozornej wysokości zaskakuje nas skalnym podejściem. Podobnie było na Nosalu, który mieliśmy okazję odwiedzić w styczniu tego roku.

Sarnia Skała

Przeszliśmy 5 km, jesteśmy na szczycie. Sarnia Skała znajduje się na wysokości 1377 m n.p.m. Leży pomiędzy Doliną Białego, a Doliną Strążyską. Oczywiście ze szczytu doskonale widać Giewont (więcej zdjęć w dalszej części wpisu).

Patrząc natomiast w drugą stronę, ukazuje się nam panorama dosłownie na całe Zakopane. Ludzi na szczycie jak na listopad jest naprawdę sporo. Wyobrażam sobie co się tu dzieje w sezonie letnim. Na szczęście szczyt jest tak obszerny, że da się znaleźć odrobinę ciszy i spokoju. Na szczycie trzeba zachować ostrożność, upadek z takiej wysokości jest zazwyczaj fatalny w skutkach. Jak podaje portal Tatromaniak, w październiku 2014 roku upadkowi z Sarniej Skały uległ 11-sto letni chłopiec. Do wypadku doszło prawdopodobnie podczas robienia zdjęć. Wymieniam tylko jedno z nieszczęśliwych zdarzeń, które miało tu miejsce. Piszę o tym ku przestrodze. Sama wdrapałam się na wysoką skałę, która w mojej ocenie należała do dość bezpiecznych i powiem Wam, że mimo to mój lęk wysokości dał mi się we znaki.

Jesteśmy zachwyceni Sarnią Skałą. Widoki oraz sam szczyt robią wrażenie. Na pewno zdecydujemy się tu jeszcze wrócić w niedalekiej przyszłości. Ciekawe jakie warunki panują tu zimą. Ostatnie podejście na pewno trzeba pokonać w rakach.zadowolone dziecko trzymające w rączce flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle Tatry oraz kosodrzewina

Turystka trzymająca w ręce kijki trekingowe, w tle ośnieżone Tatry widoczne ze szczytu Sarnia SkałaCzarno biały kubek z napisem MOUNTAIN leżący na skałach, w tle Tatrzański szczyt

trzyosobowa rodzina z dzieckiem na tle tatrzańskich szczytów na górze Sarnia Skałauśmiechnięte dziecko z flagą na szczycie Sarnia Skała, w oddali mężczyzna i tatrzańskie skały

Spędzamy na szczycie dość sporo czasu, aż się nie chce wracać, ale wiadomo… musimy zdążyć przed zmrokiem. Schodzimy stromo w dół ze szczytu Sarniej Skały.

Choć mieliśmy w planach powrót tym samym szlakiem, zapadła spontaniczna decyzja, aby wrócić przez malowniczą Dolinę Białego, a nie przez Dolinę Strążyską. Warto przy okazji zobaczyć coś nowego.

Ze szczytu Sarniej Skały schodzimy cały czas stromo w dół, czarnymi znakami do Czerwonej Przełęczy, tu skręcamy w lewo i  kierujemy żółtym szlakiem.

Dolina Białego

Zejście idzie nam dość sprawnie. Mimo, że nachylenie jest dość duże. Robi się coraz chłodniej. Idziemy lasem przez Dolinę Białego. Zastanawiacie się skąd taka nazwa? Jak się okazuje nazwa doliny pochodzi od płynącego przez nią potoku – Biały Potok, który możemy podziwiać po drodze. Jako kolejną ciekawostkę dodam, że przez całą dolinę, praktycznie aż od samej Sarniej Skały prowadzi ścieżka przyrodnicza, której nazwana została nadana od imienia i nazwiska inicjatora powstania Tatrzańskiego Parku Narodowego – Stanisława Sokołowskiego. Informacje te wyczytałam na tablicach, które ustawione są wzdłuż doliny 🙂 Oczywiście nie mogło zabraknąć mostków, których w Tatrach jest jak na lekarstwo.Mamy na liczniku aplikacji 6 km. Na naszej drodze pojawia się drogowskaz. Skręcamy w lewo, zmieniając czarne znaki na żółte. Droga jest bardzo, ale to bardzo przyjemna. Szczególnie, że na tym odcinku mijamy dosłownie pojedynczych turystów. Dolina Białego kojarzy mi się z Wąwozem Homole w Pieninach. Takie było moje pierwsze wrażenie. W moich odczuciach wizualnie bardzo podobne miejsce, którego również nie warto pomijać w planowaniu miejsc do odwiedzenia 😉Po 1100 m (7.10 km) przechodzimy przez drewniane mostki oraz mijamy nie za duży wodospad. Mamy za sobą 9.33 km. Mijamy bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz skręcamy w lewo. Kawałek kierujemy się stromo w górę. Potem dochodzimy do drogowskazu informującego nas, że do Doliny ku Dziurze jest 15 minut drogi. Planowaliśmy odwiedzić tą dolinę. Znajduje się tam jaskinia, którą bardzo chciał zobaczyć nasz synuś. Niestety nasz czterolatek był już tak wymęczony po całodniowej wędrówce, że odeszła Mu ochota na oglądanie czegokolwiek. No trudno… Może następnym razem uda nam się dotrzeć do jaskini. 10.80 km na naszej drodze pojawia się kolejny mostek. Drogowskaz wskazuje, że należy skręcić w lewo jeżeli chcemy się kierować do jaskini w Dolinie ku Dziurze (około 25 minut drogi). My idziemy prosto prze most kierując się do Doliny Strążyckiej. Po drodze doskonale widać Gubałówkę oraz domostwa Zakopanego.

To był piękny, intensywny listopadowy dzień. Jednak to nie koniec. Przed nami jeszcze około 120 km drogi do domu. Po drodze oczywiście zatrzymujemy się na zasłużony, ciepły posiłek. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy późnym wieczorem do domu. I tym sposobem dzielimy  kolejne cenne wspomnienia. Z całego serducha polecam wycieczkę na Sarnią Skałę. Ciekawa, urozmaicona trasa, zapierające dech widoki… Nic dodać, nic ująć.

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na niedawno założonej stronie na Facebooku Blog szlakowe.pl

Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons