Czarny Staw Gąsienicowy z Kuźnic przez Halę Gąsienicową – Tatry Wysokie

Od kilku dni zastanawialiśmy się, który kierunek wybrać tym razem za cel naszej wyprawy. Tatry Zachodnie na Słowacji, czy nasze Tatry Wysokie. Padło na Zakopane i Czarny Staw Gąsienicowy. Środek tygodnia, pobudka o 3:30 rano. Oczywiście mimo wczesnej pobudki… nie udało się nam wyruszyć w trasę o planowanej godzinie. Drogi na Zakopane, o dziwo przejezdne. Po godzinie 8:00 dotarliśmy na parking w sąsiedztwie ronda Jana Pawła II.

Trasa: Zakopane – Kuźnice (1010 m) (szlak żółty) – Przełęcz między Kopami (1499 m) (szlak niebieski) – Hala Gąsienicowa (1514 m) – Czarny Staw Gąsienicowy (1620 m) – Schronisko PTTK „Murowaniec” Hala Gąsienicowa (1500 m) – Przełęcz między Kopami (1499 m) – Zakopane – Kuźnice (1010 m)

Dystans: 15.80 km

Czas trwania: 6:02 h (z dzieckiem)

Minimalne wzniesienie: 1048 m

Maksymalne wzniesienie: 1675 m

Parametry z aplikacji endomondo

Postój płatny 20 zł (cały dzień). Z parkingu można ruszyć pieszo do Kuźnic, bądź wsiąść do busa, który kursuje tu od świtu do późnego wieczoru z ulicy Bronisława Czecha. Drogą, która jest wyłączona z ruchu dla samochodów (nie wliczając taksówek). My skorzystaliśmy z busa, koszt przejażdżki to 3 zł od osoby. Do Kuźnic jest blisko, bo 2  kilometry, ale z doświadczenia wiemy, że lepiej zaoszczędzić siły na później. Szczególnie, że poruszanie się drogą asfaltową jest średnio przyjemne. Po kilku minutach jesteśmy na miejscu. Pierwsze co rzuca się w oczy to masa ludzi… Na szczęście większość z nich wybiera się kolejką na Kasprowy Wierch. Co nie oznacza, że na szlaku są pustki 😉

Z parkingu kierujemy się w lewo, prosto na mostek nad potokiem Bystra, który prowadzi do kasy w celu zakpienia biletu do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Na szczęście kolejka nie jest długa. Czynne są dwa okienka. Wszystko idzie szybko i sprawnie. Bilet do TPN kosztuje 5 zł. Syn mający ponad cztery latka wchodzi na teren Parku bezpłatnie. Bilety ulgowe obowiązują dzieci w wieku szkolnym. Skręcamy w prawo, kierujemy się żółtym szlakiem na Przełęcz między Kopami. Początkowo droga prowadzi przez las,  jest prosta i przyjemna. Dochodzimy do urokliwej polany Jaworzynki, na której są domki pasterskie.

Mijamy polanę, zaczyna się chodnik skalny, który na 2 kilometrze naszego przemarszu zaczyna piąć się stromo w górę. Momentami jest bardzo stromo… Mimo braku wilgoci kamienie na szlaku są bardzo śliskie. Pierwszy raz w życiu widziałam tak wyślizgane przez turystów kamienie. One dosłownie błyszczały. Na tym odcinku spora część turystów rezygnuje z dalszej wędrówki. Dla niewprawionych, nieprzygotowanych (np. będących w sandałach czy klapkach) w górskie wojaże może okazać się to naprawdę ciężki odcinek. Podejście jest naprawdę mozolne…

2.85 kilometra i koniec naszej wspinaczki. Nagroda? Zachwycające miejsce w którym warto przystać i odetchnąć. Urwisko skalne… Majestatyczne. Siadamy na wielkich skałach i podziwiamy…

Po chwili kontynuujemy wędrówkę. Skręcamy w lewo i podchodzimy kawałek stromo w górę.

Zaczynają się bardzo strome, kamienne schody. Przed nami nie koniec wspinaczki. Czeka nas pokonanie mocno pochylonego, skalnego podejścia. Towarzyszą nam coraz to piękniejsze widoki.

Za nami 3.35 kilometra i miłe zaskoczenie. Punkt widokowy. Ławeczki na których można odpocząć, rozkoszując się rozciągającą się tu panoramą. W oczy rzuca się stąd Giewont z charakterystycznym krzyżem na szczycie oraz ludzie kierujący się niebieskim szlakiem z Kuźnic na Przełęcz między Kopami.

Dalsza droga to znowu wymagające od nas wysiłku podejście. Prowadzące między soczysto zieloną kosodrzewiną.

Jest stromo, a jakżeby inaczej. Mozolne podejście doprowadza nas do Przełęczy między Kopami położona 1499 m n.p.m..

W tym miejscu łączy się nasz żółty szlak z niebieskim, o którym wspominałam powyżej (prowadzący przez Boczań z Kuźnic). Tutaj robi się tłoczno. Drogowskaz wskazuje 30 minut drogi na zachwalaną przez wszystkich Halę Gąsienicową. Kierujemy się drogą prowadzącą między kosodrzewiną. Nie wiadomo skąd nagle nad Tatrami zebrała się  lekka mgła. W koło fantastyczne widoki na Hawrań, masyw Kończystej, Żółta Turnia, Granaty, Kozi Wierch, Kościelec oraz Świnicę.

Po prostym odcinku zaczyna się dłuższy odcinek z drewniano-kamiennymi schodami prowadzącymi w dół.

Docieramy schodami wprost na Halę Gąsienicową. Od samochodu przeszliśmy dotychczas 5.15 kilometra.

Hala Gąsienicowa 1514 m n.p.m.

Hala Gąsienicowa rzeczywiście robi wrażenie. Szałasy pasterskie na tle Tatr Wysokich – coś pięknego. Nie mówiąc o charakterystycznych różowych kwiatach wierzbówki kieprzycy, które są wisienką na torcie w tym całym rozciągającym się krajobrazie. Mijamy budynek Centralnego Ośrodka Szkolenia PZA „Betlejemka” (ośrodek szkolenia taterników).  Znajduje się on po prawej stronie. Z Hali Gąsienicowej dumnie wznosi się Kościelec, który od razu rzuca się w oczy – w całej okazałości. Niestety w drodze na staw była na hali fala turystów. Ciężko było zrobić na spokojnie zdjęcie. Ciągle ktoś wchodził w kadr 😉

Z Hali Gąsienicowej można odbić w prawo i zejść do Schroniska PTTK „Murowaniec”. My jednak decydujemy zahaczyć o schronisko w drodze powrotnej, ponieważ teraz kierowało się tam dużo turystów.

Po zrobieniu kilku zdjęć ruszamy dalej. Drogowskaz na Hali Gąsienicowej informuje nas, że od Czarnego Stawu Gąsienicowego dzieli nas 35 minut drogi. Oczywiście podążamy nadal niebieskim szlakiem. Idziemy równolegle ze szlakiem żółtym, który prowadzi na Kasprowy Wierch, lecz przy dojściu do rozwidlenia dróg skręcamy w lewo.

Teraz idziemy po bardzo kamienistym, skalnym terenie stokami Małego Kościelca wśród kosodrzewiny.

Ten odcinek jest wyjątkowo urokliwy. Istna MAGIA! Nie należy do trudnych. Oczywiście w okresie letnim. Zimą na pewno schodzą tu lawiny. Co warto wziąć pod uwagę przy planowaniu wycieczki w te rejony Tatr.

Po drodze naszą uwagę ściąga pomnik (Kamień Karłowicza) usytuowany 30 metrów w dół od naszego szlaku po lewej stronie. Jak się okazuje jest to pomnik poświęcony Mieczysławowi Karłowiczowi, który w 1909 roku zginął tu pod lawiną śnieżną schodzącą z Małego Kościelca.

Droga przez dłuższy kawałek prowadzi przy urwisku skalnym. Momentami jest się ciężko wyminąć z innymi turystami, ale nie jest to jakiś szczególnie niebezpieczny kawałek. Mamy za sobą 7.40 kilometra i szczęśliwi docieramy do celu 🙂

Czarny Staw Gąsienicowy 1620 m n.p.m.

Trud wycieczki jak najbardziej WYNAGRODZONY! 🙂 Czarny Staw Gąsienicowy prezentuje się naprawdę pięknie. Nie dziwię się, że po Morskim Oku jest jednym z popularniejszych Stawów w naszych Tatrach. Jego woda jest szafirowa… Rozczarowany syn pytał: „Gdzie są gąsienice”? Po zachodniej stronie jeziora wzbijają się ściany potężnego Kościelca. Z dołu można podziwiać również Orlą Perć. Widać małych, jak robaczki ludzi, którzy przemieszczają się po szczytach Tatr Wysokich. Widok niesamowity.

 

Ludzi sporo, ale staw jest tak obszerny, że nietrudno o miejsce. Poza tym z biegiem czasu robiło się coraz to luźniej. Zrzuciliśmy ciężkie plecaki, rozłożyliśmy koce i rozkoszowaliśmy się chwilą. Udało się nam nawet poczuć chłód, górskiej wody na stopach 😉 Syn był jak zwykle wniebowzięty. Jest woda – jest radość. Nad stawem obowiązuje sporo zakazów. Naszego Smyka najbardziej zaintrygował zakaz karmienia kaczek. W końcu na ostatniej naszej wyprawie na Rohackie Stawy żadne zakazy nie obowiązywały i mógł dać kaczuszkom cały nasz prowiant 😉 Czas nad stawem płynął miło, beztrosko i rodzinnie. Powygłupialiśmy się za wszystkie czasy.

Nie brakowało również zabawnych turystów, jak samotnie wędrujący pan ze statywem, robiący sobie zdjęcia na skale, pozujący w różnych pozycjach, z różnymi minami 😉

Postanowiliśmy obejść troszkę Czarny Staw Gąsienicowy. Warto było podejść troszkę dalej, ponieważ woda w tym miejscu była jeszcze bardziej turkusowa. Poza tym nie było turystów, ponieważ większość z nich dochodzi do Stawu i siada na brzegu. Oczywiście Można udać się dalej niebieskim szlakiem w kierunku Zawratu, wejść dalej na czerwony szlak i udać się na Orlą Perć.

Jak zawsze w górach zaczął nas gonić czas. I bańka pryska, ponieważ trzeba przerwać sielankę i brać się w drogę powrotną 🙁  Syn nie był zadowolony. Mimo, że nasz przystanek nad stawem był naprawdę długi. Nie ma nic lepszego niż wygrzewać się w słońcu w takich okolicznościach przyrody. Dodam, dla początkujących swoją przygodę z Tatrami, że Tatrzańskie szlaki nawet jak nie są długie, to czas ich przejścia ciężko oszacować. Zazwyczaj jest sporo niełatwych odcinków, które pokonuje się o wiele wolniej. Warto wziąć to pod uwagę przy planowaniu wycieczek w Tatry.

Ruszamy tą samą drogą. Kierujemy się na Halę Gąsienicową. Odcinki, które prowadziły stromo w górę, idą teraz spadzisto w dół. Trzeba być bardzo ostrożnym. Śpieszyć się powoli. Na szlaku, w drodze powrotnej mijaliśmy mężczyznę ze skręconą kostką. Trzeba pamiętać o wyślizganych przez ludzi kamieniach na których łatwo podjechać. Tak jak pisałam wcześniej z Hali Gąsienicowej odbijamy w lewo i kierujemy się na Schronisko PTTK „Murowaniec’.

Schronisko PTTK „Murowaniec”

Schronisko usytuowane jest na Hali Gąsienicowej na wysokości 1500 m n.p.m. Schronisko jest duże,  ma do dyspozycji turystów aż 120 miejsc noclegowych. Można oczywiście skusić się na ciepły posiłek, bądź zimne piwko. My zdecydowaliśmy się na szarlotkę, która była wyśmienita. Muszę również napisać o przemiłej obsłudze w schronisku. Chcieliśmy synowi sprawić radość nabywając DYPLOM za zdobycie niełatwego dla dziecka szlaku. Niestety… dyplomy się skończyły. Pani widząc rozczarowanie naszego czterolatka, bez zastanowienia (mimo ogromnej kolejki) ruszyła po dyplomy do magazynu. Teraz syn może odbić rączkę z tyłu dyplomu i ma wartościową pamiątkę. Ogromny plus dla Pań, które uśmiechnięte obsługiwały strudzonych turystów.

Dyplom dla naszego dzielnego ZDOBYWCY

Muszę dodać, że doskonałym rozwiązaniem było ruszenie najpierw na Czarny Staw Gąsienicowy, o tej porze przy schronisku nie było takich tłumów jak w południe.

Niestety słońce jest już coraz niżej. Musimy ruszać w drogę powrotną. Pech chciał, że nie patrząc na drogowskazy zaczęliśmy schodzić w dół obok schroniska. Dobrze, że po kilkuset metrach kapnęliśmy się, że idziemy czarnym szlakiem prowadzącym do Psiej Trawki. Nadrobiliśmy troszkę drogi, co w przypadku coraz bliższego zachodu słońca nie było wskazane. Piszę o tym, ponieważ bardzo łatwo dać się zwieść tej drodze. Wracamy do schroniska i skręcamy w prawo wchodząc na właściwy, niebieski szlak. Uffff… Przechodzimy powoli przez Halę Gąsienicową, robimy jeszcze kilka zdjęć i kierujemy się dalej.

Pokonujemy strome schody w górę. Przed nami sporo spadzistych odcinków. W pewnym momencie nasz dzielny synek odmawia dalszej drogi. Zasypia u taty na rękach. Padł w momencie. Mijający nas turyście ściszali głos, aby Go nie obudzić 🙂 Jeden z turystów stwierdził, że góry wycieńczają. 🙂 Szkoda było nam Go budzić.

Słońce było coraz bliżej zachodu. Lekki dreszczyk emocji, szlak idzie stromo, bardzo stromo w dół. Nie możemy pozwolić sobie na marsz po ćmoku. W dół schodzą już pojedyncze grupki turystów. Jest spokojnie i cicho. Mamy okazję podziwiać zachodzące słońce w sąsiedztwie Giewontu.

Gdy docieramy na parking obok wyciągu na Kasprowy Wierch jest godzina 20:12… Szczęśliwi wchodzimy do busa i po paru minutach jesteśmy przy Rondzie Jana Pawła II. Pakujemy manatki i ruszamy w drogę powrotną do Bielska – Białej. Po drodze zatrzymujemy się na zasłużony, ciepły posiłek w jednym z barów. W domu jesteśmy po godzinie 23:00. Zmęczeni, ale szczęśliwi. Nie ma nic lepszego, niż czas spędzony z rodziną w pięknych okolicznościach przyrody. Wzajemne wsparcie i motywacja nieustanie towarzyszą nam na szlaku. Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że

Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać…

Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[+] Zaazu Emoticons